![[Obrazek: zolniez.jpg]](http://portal.zaraszow.pl/wp-content/uploads/2013/04/zolniez.jpg)
W styczniu 1945 r front ruszył a wraz z nim ruszyło lotnisko z obsługą. Co jakiś czas przychodziły kartki od znajomych, często z tragicznymi wieściami o śmierci tych, którzy tak niedawno Zaraszów odwiedzali. Pamięć powoli gasła..
Ale gdzieś wiosna 1946 r. a może wcześniej, we Wsi zaczęła pojawiać się Zjawa. Ci który widzieli ją z bliska mówili, ze to „wypisz wymaluj” Wania, który wcześniej bimbru pilnował. Widać zginęło się nieborakowi, tłumaczyli, a że pewnie niechrzczony to duszy błąkać się po świecie przyszło. Dobrze że przywędrował do Zaraszowa, mówili ludzie, to dobrze o naszej gościnności świadczy, a i Zdrowaśki za dusze nikt nie pożałuje.
Ale, że Wania sołdat przykładny i obowiązkowy był, to i po śmierci czuł się w obowiązku pilnować bimbru. Nie żeby popijał, nic z tych rzeczy, był przecież Duchem, ale zawsze wyczuł gdzie pędzą i tam się zjawiał i pilnował. Jak wcześniej z pepeszą przechadzał się w tę i z powrotem.
I ta obowiązkowość Wani nieszczęście na wieś sprowadziła, bo Milicjanty szybko sprawę odkryły i Wani nie szanując, bez pardonu każdą produkcje konfiskowały i jeszcze mandaty i kolegia kazały płacić.
I tak produkcja powoli zanikła, dorobek całych pokoleń przepadał nie przekazywany młodszym.
Podobno nawet mniej pobożni gospodarze modlili się za Wanie, żeby jego Dusza odpoczynek wieczny znalazła i coby ludzi będących w potrzebie nie dekonspirował. Daremnie. Kilku chciało nawet na Msze za Dusze Wani dawać, ale proboszcz czuł w tym ubecki podstęp i delegacje przegonił. Dopiero po przemianach ustrojowych proboszcz Msze odprawiał i od tamtej pory nikt Wani we wsi nie widział.
Teraz sytuacja powoli się stabilizuje, ale co mądrzejsi, doświadczeniem przykrym nauczeni, podpowiadają, że za Dusze Wani trzeba się dalej modlić, bo nigdy nic nie wiadomo...
Autor © Zaraszychora Starszy
"When power of love overcomes love of power, world will know peace." Bob Marley