Z pamiętników Kajetana Koźmiana
(za Wiki: Kajetan Koźmian herbu Nałęcz (ur. 31 grudnia 1771 w Gałęzowie, zm. 7 marca 1856 w Piotrowicach), polski prawnik i poeta, reprezentant klasycyzmu, krytyk literacki i teatralny, publicysta, pamiętnikarz; członek Konfederacji Generalnej Królestwa Polskiego; brat Józefa Szczepana, ojciec Andrzeja Edwarda.)
w:
http://www.archive.org/stream/pamitnikik...g_djvu.txt
"Za młodości mojćj w wielu miejscach, gdzie teraz wsie
i pola, stały zamierzchłe lasy ; niedźwiedzie a nawet rysie
od Karpat przez ogromne puszcze ordynacyi zamojskićj,
rozchodziły się po lasach wioskowych właścicieli, i nawet
się w nich lęgły. W wielu miejscach można było widzieć
przykutego do słupa żywego i żywionego niedźwiedzia,
z którym się chłopięta drażniły ; a ledwie nie w każdym
domu leżała przed łóżkiem ogromna, czarna skóra nie-
dźwiedzia, zabitego przez właściciela lub jego myśliwych.
Nie mnićj można się było nasłuchać opowiadania rozmai-
tych wypadków i zdarzeń przy zapasach z tym zwierzem.
W dzieciństwie mojem słyszałem powieść o świeżem wy-
darzeniu
we wsi Zaraszowie do Gałęzowa należącćj, w któ-
rśj lesie nad gościńcem idącym z Bychawy do Turobina,
niedźwiedzica z dwoma piastunami , leżąca pod wykrotem,
obudzona bliskim strzałem do dzięcioła przez gajowego,
wyskoczywszy zamordowała go. Zaledwie na jęk jego
jadący z furami włościanie zdołali go z pazurów jćj wy-
drzeć, czaszkę mu zdarła, pogryzła, i w kilka godzin umarł.
Zabił ją potem Florian Kiełczewski. (...)"
I
Zaraszów we wspomnieniach innego z Koźmianów, ale ze sto lat później (po niedźwiedziu)
za:
http://www.opencaching.pl/viewcache.php?cacheid=3714
(fragmenty)
"(...) Znów powracam do użyczonego mi przez Stanisława Turskiego fragmentu wspomnień Jana. [Koźmiana (boczna linia Kajetana, pamiętnikarza pierwszych dziesiątków XIX w.) - dopisek red.]
„Zbliża się niebawem kres mojego długiego życia, pragnę więc, póki umysł mój jest jeszcze dość sprawny, a pamięć nie całkiem zawodzi, opisać fragmenty mojego dość ciekawego i barwnego życia” – tak elegancko rozpoczyna wspomnienia starszy pan.
A potem ładną polszczyzną doprawioną niegdysiejszym smakiem anegdoty toczymy się bryczką po wiejskich gościńcach z
Zaraszowa do Gałęzowa pod Bychawą, wśród pisków dzieci, poszczekiwania psa Nerona i rżenia siwych kuców – do babki Koźmianowej, nestorki rodu, kurierki z powstania styczniowego, co przypłaciła Sybirem. W Gałęzowie, rodowym gnieździe Koźmianów, gospodarzył wzorowo Jan, stryjeczny ojca Białego Jasia (wówczas kilkulatka), zwany – ze względu na tuszę, jowialny sposób bycia oraz poczucie humoru – Samowarem. On dowcipkował, a babka Koźmianowa, sybiraczka, snuła powstańcze wspomnienia.
Do
Zaraszowa przyjeżdżał także inny Jan, chrzestny Jasia. Przystojniak z Wierzchowisk był wytworny i bogaty, a także wykształcony (po wydziale rolniczym w Halle). Przywoził ze sobą aromatyczną dziczyznę, która wygrywała z ciasteczkami gałęzowskiej klucznicy, zwanej Panieneczko, zapijanymi kawą z glinianych farfurek. (...)"
„
Listy Andrzeja Edwarda Koźmiana, 1829-1864”
w:
http://www.archive.org/stream/listyandrz...g_djvu.txt
10 Listopada 1829 Wtorek.
„(...) Teraz przenosząc się ad privat4)8 parietes, Stryiowi Biskupowi uszanowanie czułości. Czułości także w
Zaraszowie.
Co Bieczyna robi? Co Oleś? Henryczka ściskam ; ściskam i trzech drugich braci. O Jasia ^) wiele osób pyta mi się tufaij. (...)”
Dnia 29, Stycznia 1850 z Piotrowic
„(...) Kiedy się mój ojciec tak dziś rozciągnął, ja się dziś skrócę, bo przesiąknięty tym ciągle wiejącym wichrem zawieruchy, bo umrożony temi mrozami syberyjskiemi, bo zawiany zaspami śniegowemi, bo pozbawiony dzienników, które nawet koleją do Warszawy nie dochodzą dla wielkich mas śniegu, tak, że od pięciu dni jesteśmy bez żadnego głosu eropejskiego, czuję jak głupieję, jak zgłupiałem i przewiduję, że wkrótce Piotrowice staną się
Zaraszowem,
gdzie jeszcze czytają gazety z roku zeszłego. Z Warszawy rzadkie mamy wiadomości; Jen. Krasiński co dni dziesięć pisuje, lecz jego lisiy rzadko kiedy jaką nową wiadomość ze świata, lub wiadomostkę z Warszawy przyniosą.(...)”
Dnia 12 7brt8 1852 Piotrowice
„(...) Jenerał Eohland bawił kilka dni w Tuszowie, był u nas; bardzo dobrze wygląda co do twarzy, nogami jednak powłóczy i na osłabienie ich narzeka. Zasłabł onegdaj trochę na to żłądek, jest to jego zwyczajna i częsta słabość, (...) U nas w domu od dwóch tygodni wygnane ze stołu kartofle, wszystkie owoce, jarzyny, ogórki i t. d., a jak na drażnienie tego roku sady obrodziły; w (jiiłęzowie jednak i
Zaraszowie jedzą i gruszki i jabłka i nic im dotąd nie szkodzą.(...)
ps. Jest Zaraszów wymieniany jeszcze kilka razy ale w mniej ciekawym kontekście. Ciekawskim polecam: link j/w.