Dopóki jeszcze można (bo od kwietnia już nie bardzo), to kilka słów "o poprawności politycznej" i lansowanym przez w/w pojęciu "wytrychu" pt "mowa nienawiści". Poniżej fragmenty artykułu z www.deon.pl (Portal Jezuitów)
pełny tekst
"Kilka tygodni temu "Rzeczpospolita" opublikowała bardzo ciekawy tekst arcybiskupa Józefa Michalika m.in. o wyzwaniach stojących dziś przed Kościołem, o powracających próbach stworzenia nowej antropologii, nowego porządku świata, sprzecznego z Ewangelią, a zarazem antyludzkiego oraz potrzebie odważnego chrześcijańskiego świadectwa wobec przemian cywilizacyjnych. (...)
Mianowicie, ks. arcybiskup napisał, iż konsekwentnie dąży się do prawnego narzucenia poprawności politycznej, która jest niczym innym jak nową formą ograniczenia wolności słowa (…). Dzieje się tak pod presją mniejszości, które ogółowi społeczeństwa chcą narzucić kulturę rzekomo pokrzywdzonych.
Nie minęły nawet dwa miesiące od napisania tych słów, a „Gazeta Wyborcza” przyniosła nam wiadomość, iż od kwietnia uruchomiony zostanie monitoring polskiego Internetu, w którym specjalne oprogramowanie będzie pilnowało, by nie stosowano „mowy nienawiści” wobec mniejszości etnicznych, seksualnych i religijnych. Zainteresowane programem jest m.in. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Oczywiście, są jakieś racje, by taki monitoring, nie tylko w internecie, był stosowany. Ale, na litość Boską, jeśli już, to dlaczego tylko wobec mniejszości?
Agresja, nienawiść, epatuje z wielu internetowych forów i faktycznie jest to poważny problem, tylko że zdecydowana większość obraźliwych, agresywnych wpisów dotyczy nie religijnych mniejszości, a katolickiej większości.
Obawiam się, że wspomniana przez arcybiskupa Michalika poprawność polityczna prowadzić będzie coraz bardziej do tego, że z naszych praw zostanie nam już tylko ewangeliczne prawo nadstawiania drugiego policzka, a słuszne prawa mniejszości będą przemieniać się w ich dyktat wobec większości, oczywiście nie tylko w internecie.
I nie potrafię uwolnić się od obaw, że coraz bardziej jest to realne, iż surowo będzie ścigane (i słusznie!) znieważanie symboli mniejszości narodowych czy religijnych, a jednocześnie tolerowane będzie np. wkładanie polskich flag do psich kup przy wybuchach śmiechu rozbawionej publiczności, jak miało to miejsce w jednym z programów Kuby Wojewódzkiego; że nie wolno będzie dyskryminować czy obrażać mniejszości religijnych bądź ludzi niewierzących (całkowita zgoda!), ale bez przeszkód a nawet przy życzliwym zainteresowaniu będzie mógł były poseł Palikot urządzać pod biskupią kurią happeningi wyszydzające Chrystusowy Krzyż; że wolno będzie mniejszościom seksualnym robić marsze i parady równości, ale przypomnienie biblijnej historii o Sodomie i Gomorze, będzie już kwalifikowane jako mowa nienawiści i karane więzieniem, jak miało to miejsce w głośnym przypadku szwedzkiego pastora Ake Greena.
Tylko jeśli świat, w którym żyjemy, będzie coraz bardziej podążał w kierunku politycznej poprawności, czy będziemy mogli się w nim czuć jak w naszym własnym domu? Czy, szanując prawa mniejszości, mamy się wyzbyć naszych własnych praw? (...)"
Za co dziś skazaliby Jezusa?
I tez z www.deon.pl
czytaj tutaj
To oczywiste! Skazaliby za „mowę nienawiści”. Uczeni w Piśmie i faryzeusze poszliby do sądu ze skargą, że niejaki Jezus z Nazaretu nazwał ich obłudnikami, a poza tym powiedział: „Podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa”.
Jakaś blondynka w sędziowskiej todze stwierdziłaby ( w sposób – a jakże – niezawisły), że Jezus naruszył godność faryzeuszy i zabrania mu się nauczania na okres 3 lat.
„Mowa nienawiści” to taki wytrych gejów, lesbijek, lewackich feministek, zwolenników eutanazji i aborcji. A także postępowych sędzin. Poglądy, których te grupy nie podzielają, cwaniacy nazywają mową nienawiści i próbują sądownie zamknąć usta inaczej myślącym. Lewak-liberał ma gębę pełną haseł o tolerancji, ale tak naprawdę toleruje jedynie własne salonowe dogmaty.
Wyrok w sprawie Alicji Tysiąc i „Gościa Niedzielnego”, to zupełne kuriozum sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Sąd uznał, że obywatel ma prawo uważać aborcję za zabicie człowieka, ale może o tym mówić jedynie w sposób ogólny. Ale jeśli konkretna osoba publicznie ogłasza (tak jak Alicja Tysiąc), że chce dokonać aborcji, to nie można wyrazić wówczas poglądu, że chce ona zabić swe dziecko, bo to będzie „mowa nienawiści”. Czyżby – stosując logikę Wysokiego Sądu – można twierdzić, że istnieje na świecie złodziejstwo, ale konkretnego złodzieja nie można nazwać złodziejem, bo będzie to „mowa nienawiści”?
(...)
Wygląda na to, że Alicja Tysiąc dała się zmanipulować środowiskom feministyczno-aborcyjnym. Te koterie wyspecjalizowały się w wyłapywaniu różnych kazusów, które dają się „rozrobić” medialnie i sądownie, a także politycznie. W podobny sposób „przepchano” prawo aborcyjne w USA. Zaczęło się na początku lat 70-tych od sprawy Normy McCorvey (występującej pod pseudonimem Jane Roe), która z inspiracji prawników-aborcjonistów domagała się aborcji, chociaż prawo wówczas tego zabraniało. Dziś Norma McCorvey jest gorliwą katoliczką i odważnie sprzeciwia się wszelkim formom aborcji. Miejmy nadzieję, że również pani Tysiąc otrząśnie się i porzuci przewrotną pomoc aborcjonistek-feministek oraz próbującego zbić na sprawie kapitał polityczny szefa SLD.
Ks. Dariusz Kowalczyk - jezuita, doktor teologii dogmatycznej. Od 2003 r. prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego.
pełny tekst
"Kilka tygodni temu "Rzeczpospolita" opublikowała bardzo ciekawy tekst arcybiskupa Józefa Michalika m.in. o wyzwaniach stojących dziś przed Kościołem, o powracających próbach stworzenia nowej antropologii, nowego porządku świata, sprzecznego z Ewangelią, a zarazem antyludzkiego oraz potrzebie odważnego chrześcijańskiego świadectwa wobec przemian cywilizacyjnych. (...)
Mianowicie, ks. arcybiskup napisał, iż konsekwentnie dąży się do prawnego narzucenia poprawności politycznej, która jest niczym innym jak nową formą ograniczenia wolności słowa (…). Dzieje się tak pod presją mniejszości, które ogółowi społeczeństwa chcą narzucić kulturę rzekomo pokrzywdzonych.
Nie minęły nawet dwa miesiące od napisania tych słów, a „Gazeta Wyborcza” przyniosła nam wiadomość, iż od kwietnia uruchomiony zostanie monitoring polskiego Internetu, w którym specjalne oprogramowanie będzie pilnowało, by nie stosowano „mowy nienawiści” wobec mniejszości etnicznych, seksualnych i religijnych. Zainteresowane programem jest m.in. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
Oczywiście, są jakieś racje, by taki monitoring, nie tylko w internecie, był stosowany. Ale, na litość Boską, jeśli już, to dlaczego tylko wobec mniejszości?
Agresja, nienawiść, epatuje z wielu internetowych forów i faktycznie jest to poważny problem, tylko że zdecydowana większość obraźliwych, agresywnych wpisów dotyczy nie religijnych mniejszości, a katolickiej większości.
Obawiam się, że wspomniana przez arcybiskupa Michalika poprawność polityczna prowadzić będzie coraz bardziej do tego, że z naszych praw zostanie nam już tylko ewangeliczne prawo nadstawiania drugiego policzka, a słuszne prawa mniejszości będą przemieniać się w ich dyktat wobec większości, oczywiście nie tylko w internecie.
I nie potrafię uwolnić się od obaw, że coraz bardziej jest to realne, iż surowo będzie ścigane (i słusznie!) znieważanie symboli mniejszości narodowych czy religijnych, a jednocześnie tolerowane będzie np. wkładanie polskich flag do psich kup przy wybuchach śmiechu rozbawionej publiczności, jak miało to miejsce w jednym z programów Kuby Wojewódzkiego; że nie wolno będzie dyskryminować czy obrażać mniejszości religijnych bądź ludzi niewierzących (całkowita zgoda!), ale bez przeszkód a nawet przy życzliwym zainteresowaniu będzie mógł były poseł Palikot urządzać pod biskupią kurią happeningi wyszydzające Chrystusowy Krzyż; że wolno będzie mniejszościom seksualnym robić marsze i parady równości, ale przypomnienie biblijnej historii o Sodomie i Gomorze, będzie już kwalifikowane jako mowa nienawiści i karane więzieniem, jak miało to miejsce w głośnym przypadku szwedzkiego pastora Ake Greena.
Tylko jeśli świat, w którym żyjemy, będzie coraz bardziej podążał w kierunku politycznej poprawności, czy będziemy mogli się w nim czuć jak w naszym własnym domu? Czy, szanując prawa mniejszości, mamy się wyzbyć naszych własnych praw? (...)"
Za co dziś skazaliby Jezusa?
I tez z www.deon.pl
czytaj tutaj
To oczywiste! Skazaliby za „mowę nienawiści”. Uczeni w Piśmie i faryzeusze poszliby do sądu ze skargą, że niejaki Jezus z Nazaretu nazwał ich obłudnikami, a poza tym powiedział: „Podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa”.
Jakaś blondynka w sędziowskiej todze stwierdziłaby ( w sposób – a jakże – niezawisły), że Jezus naruszył godność faryzeuszy i zabrania mu się nauczania na okres 3 lat.
„Mowa nienawiści” to taki wytrych gejów, lesbijek, lewackich feministek, zwolenników eutanazji i aborcji. A także postępowych sędzin. Poglądy, których te grupy nie podzielają, cwaniacy nazywają mową nienawiści i próbują sądownie zamknąć usta inaczej myślącym. Lewak-liberał ma gębę pełną haseł o tolerancji, ale tak naprawdę toleruje jedynie własne salonowe dogmaty.
Wyrok w sprawie Alicji Tysiąc i „Gościa Niedzielnego”, to zupełne kuriozum sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Sąd uznał, że obywatel ma prawo uważać aborcję za zabicie człowieka, ale może o tym mówić jedynie w sposób ogólny. Ale jeśli konkretna osoba publicznie ogłasza (tak jak Alicja Tysiąc), że chce dokonać aborcji, to nie można wyrazić wówczas poglądu, że chce ona zabić swe dziecko, bo to będzie „mowa nienawiści”. Czyżby – stosując logikę Wysokiego Sądu – można twierdzić, że istnieje na świecie złodziejstwo, ale konkretnego złodzieja nie można nazwać złodziejem, bo będzie to „mowa nienawiści”?
(...)
Wygląda na to, że Alicja Tysiąc dała się zmanipulować środowiskom feministyczno-aborcyjnym. Te koterie wyspecjalizowały się w wyłapywaniu różnych kazusów, które dają się „rozrobić” medialnie i sądownie, a także politycznie. W podobny sposób „przepchano” prawo aborcyjne w USA. Zaczęło się na początku lat 70-tych od sprawy Normy McCorvey (występującej pod pseudonimem Jane Roe), która z inspiracji prawników-aborcjonistów domagała się aborcji, chociaż prawo wówczas tego zabraniało. Dziś Norma McCorvey jest gorliwą katoliczką i odważnie sprzeciwia się wszelkim formom aborcji. Miejmy nadzieję, że również pani Tysiąc otrząśnie się i porzuci przewrotną pomoc aborcjonistek-feministek oraz próbującego zbić na sprawie kapitał polityczny szefa SLD.
Ks. Dariusz Kowalczyk - jezuita, doktor teologii dogmatycznej. Od 2003 r. prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego.