09-01-2012, 8:02
Pamietam matulu kiedy byłam mała
Jakżeś mnie ze sobą w pole zabierała
Jak żeś zeschą paproć rękami zrywała
Jak żeś w paproci do snu układała
I suchą paprocią tyś mnie otulała
Wtedyśmi piosenki pod miedzą śpiewała
Bo wchłodne poranki tyś mnie niosła w pole
Bys spokojnnie mogła pracować na roli
Pod krzkiem kaliny kładłaś mnie do spania
Żeby mnie przed słońcem liśćmi osłaniała
Śpiewałaś mi matuś piosenki prześliczne
Że życie jest pieknie, że niebo błękitne
Że kwiaty juz kwitną wteczowe kolory
Że pszczółki zbieraja słodki nektar zdrowy
Że wiatr cichuteńko szumi nad górami
Że woda z potoków płynie strumieniami
Że motylek biały swymi skrzydełkami
Wachluje pod niebem jak aniołek mały
Że skowronek w górę wyfrunął wysoko
I dzwoni swą melodię niebieskim obłokom
Śpiewałas mi matuś tylko małą chwilkę
Lecz wszystko splątała w sliczną symfonię
Ja wśród tej symfoni szybko zasypiałm
Tys wtedy czym prędzej kopacz w ręce brała
I biegłaś czempedzej na tę szrą rolę
Ramiona schylałaś nisko nad zagonem
I kopałaś skiby ziemi kamienistej
A żeby ci dała obfity plon czysty
Kopałaś mateczko skiby bardzo twarde
Ręce twe i stopy były do krwi zdarte
Potem swym skroplałaś kamienistą rolę
Lecz nie narzekałaś na tę ciężką dolę
Kiedy przyszłaś do mnie żeby mnie otulić
Ręce drżały jak skrzydła motyli
A na skroni twojej pot perlisty błyszczał
Jak gwiazdy na niebie, jak prawdziwy kryształ
A kiedy mnie wziełaś juz w swoje ramiona
Serce biło mocno od zmeczenia
A kiedy skończyłas kopać twarde skiby
Brałaś mnie ze soba do lasu na grzyby
Chodziaż twoje stopy kuły ostre kolce
Tyś tak promieniała radością jak słońce
I śpiewałaś pieśni dziękczynne do Boga
Że twoja córeczka już nie będzie głodna
A echo tę melodię niosło jak modlitwę
Ponad góry, ponad lasy w obłoki błękitne
A kiedy nadeszły pracowite żniwa
Wtedyśmi snopeczek pod głowę ścieliła
Ze złotej pszeniczki co pachnie chlebem
Kiedyś ją z żynała pod błękitnym niebem
Żnełaś te pszczeniczkę w dni bardzo upalne
Składałaś w kopeczki te małe snopeczki
Pracowałaś matuś przez lat kilkanaście
Aż nagle twe siły upadły na zawsze
Bo straszna choroba z nóg cie powaliła
A śliczna gorączka siły twe trawiła
Usta twe w gorączce niespokojnie drżały
Jak by mi piosenkę śpiewać zaczynały
Lecz z oczu prześlicznych błyszczących jak gwiazdy
Dwie łzy Ci spłyneły po bielutkiej twarzy
Prześliczne jak perły z morza wydobyte
Dałaś mi je w darze w zamian za swe życie
Bo nic ponad łzy te dać mi już nie mogłas
Odeszłaś odemnie bez słowa pożegnania
Oj nie wiesz Mateczko jak płacze me serce
Boś mnie zostawiła samiutką na świecie
Boś odeszła Matus nie znaną mi droga
A mnie moja Matuś ziezabrałaś ze sobą
Jakżeś mnie ze sobą w pole zabierała
Jak żeś zeschą paproć rękami zrywała
Jak żeś w paproci do snu układała
I suchą paprocią tyś mnie otulała
Wtedyśmi piosenki pod miedzą śpiewała
Bo wchłodne poranki tyś mnie niosła w pole
Bys spokojnnie mogła pracować na roli
Pod krzkiem kaliny kładłaś mnie do spania
Żeby mnie przed słońcem liśćmi osłaniała
Śpiewałaś mi matuś piosenki prześliczne
Że życie jest pieknie, że niebo błękitne
Że kwiaty juz kwitną wteczowe kolory
Że pszczółki zbieraja słodki nektar zdrowy
Że wiatr cichuteńko szumi nad górami
Że woda z potoków płynie strumieniami
Że motylek biały swymi skrzydełkami
Wachluje pod niebem jak aniołek mały
Że skowronek w górę wyfrunął wysoko
I dzwoni swą melodię niebieskim obłokom
Śpiewałas mi matuś tylko małą chwilkę
Lecz wszystko splątała w sliczną symfonię
Ja wśród tej symfoni szybko zasypiałm
Tys wtedy czym prędzej kopacz w ręce brała
I biegłaś czempedzej na tę szrą rolę
Ramiona schylałaś nisko nad zagonem
I kopałaś skiby ziemi kamienistej
A żeby ci dała obfity plon czysty
Kopałaś mateczko skiby bardzo twarde
Ręce twe i stopy były do krwi zdarte
Potem swym skroplałaś kamienistą rolę
Lecz nie narzekałaś na tę ciężką dolę
Kiedy przyszłaś do mnie żeby mnie otulić
Ręce drżały jak skrzydła motyli
A na skroni twojej pot perlisty błyszczał
Jak gwiazdy na niebie, jak prawdziwy kryształ
A kiedy mnie wziełaś juz w swoje ramiona
Serce biło mocno od zmeczenia
A kiedy skończyłas kopać twarde skiby
Brałaś mnie ze soba do lasu na grzyby
Chodziaż twoje stopy kuły ostre kolce
Tyś tak promieniała radością jak słońce
I śpiewałaś pieśni dziękczynne do Boga
Że twoja córeczka już nie będzie głodna
A echo tę melodię niosło jak modlitwę
Ponad góry, ponad lasy w obłoki błękitne
A kiedy nadeszły pracowite żniwa
Wtedyśmi snopeczek pod głowę ścieliła
Ze złotej pszeniczki co pachnie chlebem
Kiedyś ją z żynała pod błękitnym niebem
Żnełaś te pszczeniczkę w dni bardzo upalne
Składałaś w kopeczki te małe snopeczki
Pracowałaś matuś przez lat kilkanaście
Aż nagle twe siły upadły na zawsze
Bo straszna choroba z nóg cie powaliła
A śliczna gorączka siły twe trawiła
Usta twe w gorączce niespokojnie drżały
Jak by mi piosenkę śpiewać zaczynały
Lecz z oczu prześlicznych błyszczących jak gwiazdy
Dwie łzy Ci spłyneły po bielutkiej twarzy
Prześliczne jak perły z morza wydobyte
Dałaś mi je w darze w zamian za swe życie
Bo nic ponad łzy te dać mi już nie mogłas
Odeszłaś odemnie bez słowa pożegnania
Oj nie wiesz Mateczko jak płacze me serce
Boś mnie zostawiła samiutką na świecie
Boś odeszła Matus nie znaną mi droga
A mnie moja Matuś ziezabrałaś ze sobą