Wystąpiły następujące problemy: | |||||||||||||||
Warning [2] Undefined variable $unreadreports - Line: 59 - File: global.php(961) : eval()'d code PHP 8.2.27 (Linux)
|
![]() |
nieznany - Wersja do druku +- Zaraszów Forum (https://zaraszow.pl) +-- Dział: Różne (https://zaraszow.pl/forumdisplay.php?fid=12) +--- Dział: Kultura (https://zaraszow.pl/forumdisplay.php?fid=80) +--- Wątek: nieznany (/showthread.php?tid=883) |
nieznany - general - 09-01-2012 Pamietam matulu kiedy byłam mała Jakżeś mnie ze sobą w pole zabierała Jak żeś zeschą paproć rękami zrywała Jak żeś w paproci do snu układała I suchą paprocią tyś mnie otulała Wtedyśmi piosenki pod miedzą śpiewała Bo wchłodne poranki tyś mnie niosła w pole Bys spokojnnie mogła pracować na roli Pod krzkiem kaliny kładłaś mnie do spania Żeby mnie przed słońcem liśćmi osłaniała Śpiewałaś mi matuś piosenki prześliczne Że życie jest pieknie, że niebo błękitne Że kwiaty juz kwitną wteczowe kolory Że pszczółki zbieraja słodki nektar zdrowy Że wiatr cichuteńko szumi nad górami Że woda z potoków płynie strumieniami Że motylek biały swymi skrzydełkami Wachluje pod niebem jak aniołek mały Że skowronek w górę wyfrunął wysoko I dzwoni swą melodię niebieskim obłokom Śpiewałas mi matuś tylko małą chwilkę Lecz wszystko splątała w sliczną symfonię Ja wśród tej symfoni szybko zasypiałm Tys wtedy czym prędzej kopacz w ręce brała I biegłaś czempedzej na tę szrą rolę Ramiona schylałaś nisko nad zagonem I kopałaś skiby ziemi kamienistej A żeby ci dała obfity plon czysty Kopałaś mateczko skiby bardzo twarde Ręce twe i stopy były do krwi zdarte Potem swym skroplałaś kamienistą rolę Lecz nie narzekałaś na tę ciężką dolę Kiedy przyszłaś do mnie żeby mnie otulić Ręce drżały jak skrzydła motyli A na skroni twojej pot perlisty błyszczał Jak gwiazdy na niebie, jak prawdziwy kryształ A kiedy mnie wziełaś juz w swoje ramiona Serce biło mocno od zmeczenia A kiedy skończyłas kopać twarde skiby Brałaś mnie ze soba do lasu na grzyby Chodziaż twoje stopy kuły ostre kolce Tyś tak promieniała radością jak słońce I śpiewałaś pieśni dziękczynne do Boga Że twoja córeczka już nie będzie głodna A echo tę melodię niosło jak modlitwę Ponad góry, ponad lasy w obłoki błękitne A kiedy nadeszły pracowite żniwa Wtedyśmi snopeczek pod głowę ścieliła Ze złotej pszeniczki co pachnie chlebem Kiedyś ją z żynała pod błękitnym niebem Żnełaś te pszczeniczkę w dni bardzo upalne Składałaś w kopeczki te małe snopeczki Pracowałaś matuś przez lat kilkanaście Aż nagle twe siły upadły na zawsze Bo straszna choroba z nóg cie powaliła A śliczna gorączka siły twe trawiła Usta twe w gorączce niespokojnie drżały Jak by mi piosenkę śpiewać zaczynały Lecz z oczu prześlicznych błyszczących jak gwiazdy Dwie łzy Ci spłyneły po bielutkiej twarzy Prześliczne jak perły z morza wydobyte Dałaś mi je w darze w zamian za swe życie Bo nic ponad łzy te dać mi już nie mogłas Odeszłaś odemnie bez słowa pożegnania Oj nie wiesz Mateczko jak płacze me serce Boś mnie zostawiła samiutką na świecie Boś odeszła Matus nie znaną mi droga A mnie moja Matuś ziezabrałaś ze sobą |