"Miłość powinna być zasadniczo aktem woli, decyzją całkowitego oddania mojego życia życiu drugiego człowieka... Kochanie Kogoś to nie tylko sprawa silnego uczucia - to również decyzja, osąd, obietnica... Uczucie przychodzi i może odejść. Skąd mogę wiedzieć, czy pozostanie ono na zawsze, skoro w mój akt nie jest włączony ani osąd ani decyzja?" E. From "O sztuce miłości" PIW, s. 69-70
Podpisuje się pod tym, więc nie ma tytułu w stylu "Romeo i Julia", albo coś podobnego. (Krzysztof)
Było to w Zaraszowie w latach 20-tych ubiegłego wieku. Imion nie znam, ale... Ona wykształcona jak na tamte czasy... Z bogatej rodziny B., a On... młody, przystojny, ale z biednej rodziny R.. Zakochali się, ale rodziny (głównie B.) nie chciały słyszeć o małżeństwie...
Pewnego dnia rodzice pojechali na targ...
On ubrał się w garnitur - jak do ślubu. Ona w suknię - jak do ślubu. On miał broń. Strzelił do niej. Potem zastrzelił siebie. Okazało się, że ona żyje, że ją poważnie zranił. Zawieźli ją do szpitala... Zrywała bandaże, mówiła, że nie chce żyć... Zmarła.
Nie wiem czy pochowali ich razem. (Ale pewnie na cmentarzu w Bychawie, bo gdzie indziej?)
Ale wiem, że potem na odpustach i jarmarkach sprzedawano pieśni o nich..
I że ojciec B. jeździł i wykupywał całe nakłady (wtedy ręcznie przepisywane).
To chyba było nie tylko uczucie... A rodzice tego nie uszanowali... Może nie dostrzegli... Może nie chcieli dostrzec, patrząc na swój majątek......
a... dom w którym się to stało, choć rodzina się zmieniła, stoi do dziś....
WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ IM DAĆ PANIE...
Podpisuje się pod tym, więc nie ma tytułu w stylu "Romeo i Julia", albo coś podobnego. (Krzysztof)
Było to w Zaraszowie w latach 20-tych ubiegłego wieku. Imion nie znam, ale... Ona wykształcona jak na tamte czasy... Z bogatej rodziny B., a On... młody, przystojny, ale z biednej rodziny R.. Zakochali się, ale rodziny (głównie B.) nie chciały słyszeć o małżeństwie...
Pewnego dnia rodzice pojechali na targ...
On ubrał się w garnitur - jak do ślubu. Ona w suknię - jak do ślubu. On miał broń. Strzelił do niej. Potem zastrzelił siebie. Okazało się, że ona żyje, że ją poważnie zranił. Zawieźli ją do szpitala... Zrywała bandaże, mówiła, że nie chce żyć... Zmarła.
Nie wiem czy pochowali ich razem. (Ale pewnie na cmentarzu w Bychawie, bo gdzie indziej?)
Ale wiem, że potem na odpustach i jarmarkach sprzedawano pieśni o nich..
I że ojciec B. jeździł i wykupywał całe nakłady (wtedy ręcznie przepisywane).
To chyba było nie tylko uczucie... A rodzice tego nie uszanowali... Może nie dostrzegli... Może nie chcieli dostrzec, patrząc na swój majątek......
a... dom w którym się to stało, choć rodzina się zmieniła, stoi do dziś....
WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ IM DAĆ PANIE...