<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Zaraszów Forum - Ballady Zaraszowskie]]></title>
		<link>https://zaraszow.pl/</link>
		<description><![CDATA[Zaraszów Forum - https://zaraszow.pl]]></description>
		<pubDate>Sun, 19 Apr 2026 03:38:22 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[nieznany]]></title>
			<link>https://zaraszow.pl/showthread.php?tid=1164</link>
			<pubDate>Mon, 09 Jan 2012 08:02:08 +0100</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://zaraszow.pl/member.php?action=profile&uid=22">general</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://zaraszow.pl/showthread.php?tid=1164</guid>
			<description><![CDATA[Pamietam matulu kiedy byłam mała<br />
Jakżeś mnie ze sobą w pole zabierała <br />
Jak żeś zeschą paproć rękami zrywała <br />
Jak żeś w paproci do snu układała<br />
<br />
I suchą paprocią tyś mnie otulała<br />
Wtedyśmi piosenki pod miedzą śpiewała<br />
Bo wchłodne poranki tyś mnie niosła w pole<br />
Bys spokojnnie mogła pracować na roli<br />
<br />
Pod krzkiem kaliny kładłaś mnie do spania<br />
Żeby mnie przed słońcem liśćmi osłaniała<br />
Śpiewałaś mi matuś piosenki prześliczne<br />
Że życie jest pieknie, że niebo błękitne<br />
<br />
Że kwiaty juz kwitną wteczowe kolory<br />
Że pszczółki zbieraja słodki nektar zdrowy<br />
Że wiatr cichuteńko szumi nad górami<br />
Że woda z potoków płynie strumieniami<br />
<br />
Że motylek biały swymi skrzydełkami<br />
Wachluje pod niebem jak aniołek mały<br />
Że skowronek w górę wyfrunął wysoko<br />
I dzwoni swą melodię niebieskim obłokom<br />
<br />
Śpiewałas mi matuś tylko małą chwilkę<br />
Lecz wszystko splątała w sliczną symfonię<br />
Ja wśród tej symfoni szybko zasypiałm<br />
Tys wtedy czym prędzej kopacz w ręce brała<br />
<br />
I biegłaś czempedzej na tę szrą rolę<br />
Ramiona schylałaś nisko nad zagonem<br />
I kopałaś skiby ziemi kamienistej <br />
A żeby ci dała obfity plon czysty<br />
<br />
Kopałaś mateczko skiby bardzo twarde<br />
Ręce twe i stopy były do krwi zdarte<br />
Potem swym skroplałaś kamienistą rolę<br />
Lecz nie narzekałaś na tę ciężką dolę<br />
<br />
Kiedy przyszłaś do mnie żeby mnie otulić <br />
Ręce drżały jak skrzydła motyli<br />
A na skroni twojej pot perlisty błyszczał<br />
Jak gwiazdy na niebie, jak prawdziwy kryształ<br />
<br />
A kiedy mnie wziełaś juz w swoje ramiona<br />
Serce biło mocno od zmeczenia<br />
A kiedy skończyłas kopać twarde skiby<br />
Brałaś mnie ze soba do lasu na grzyby<br />
<br />
Chodziaż twoje stopy kuły ostre kolce<br />
Tyś tak promieniała radością jak słońce<br />
I śpiewałaś pieśni dziękczynne do Boga<br />
Że twoja córeczka już nie będzie głodna<br />
<br />
A echo tę melodię niosło jak modlitwę<br />
Ponad góry, ponad lasy w obłoki błękitne<br />
A kiedy nadeszły pracowite żniwa<br />
Wtedyśmi snopeczek pod głowę ścieliła<br />
<br />
Ze złotej pszeniczki co pachnie chlebem<br />
Kiedyś ją z żynała pod błękitnym niebem<br />
Żnełaś te pszczeniczkę w dni bardzo upalne<br />
Składałaś w kopeczki te małe snopeczki<br />
<br />
Pracowałaś matuś przez lat kilkanaście<br />
Aż nagle twe siły upadły na zawsze <br />
Bo straszna choroba z nóg cie powaliła<br />
A śliczna gorączka siły twe trawiła<br />
<br />
Usta twe w gorączce niespokojnie drżały<br />
Jak by mi piosenkę śpiewać zaczynały<br />
Lecz z oczu prześlicznych błyszczących jak gwiazdy<br />
Dwie łzy Ci spłyneły po bielutkiej twarzy<br />
<br />
Prześliczne jak perły z morza wydobyte<br />
Dałaś mi je w darze w zamian za swe życie<br />
Bo nic ponad łzy te dać mi już nie mogłas<br />
Odeszłaś odemnie bez słowa pożegnania<br />
<br />
Oj nie wiesz Mateczko jak płacze me serce<br />
Boś mnie zostawiła samiutką na świecie<br />
Boś odeszła Matus nie znaną mi droga<br />
A mnie moja Matuś ziezabrałaś ze sobą]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Pamietam matulu kiedy byłam mała<br />
Jakżeś mnie ze sobą w pole zabierała <br />
Jak żeś zeschą paproć rękami zrywała <br />
Jak żeś w paproci do snu układała<br />
<br />
I suchą paprocią tyś mnie otulała<br />
Wtedyśmi piosenki pod miedzą śpiewała<br />
Bo wchłodne poranki tyś mnie niosła w pole<br />
Bys spokojnnie mogła pracować na roli<br />
<br />
Pod krzkiem kaliny kładłaś mnie do spania<br />
Żeby mnie przed słońcem liśćmi osłaniała<br />
Śpiewałaś mi matuś piosenki prześliczne<br />
Że życie jest pieknie, że niebo błękitne<br />
<br />
Że kwiaty juz kwitną wteczowe kolory<br />
Że pszczółki zbieraja słodki nektar zdrowy<br />
Że wiatr cichuteńko szumi nad górami<br />
Że woda z potoków płynie strumieniami<br />
<br />
Że motylek biały swymi skrzydełkami<br />
Wachluje pod niebem jak aniołek mały<br />
Że skowronek w górę wyfrunął wysoko<br />
I dzwoni swą melodię niebieskim obłokom<br />
<br />
Śpiewałas mi matuś tylko małą chwilkę<br />
Lecz wszystko splątała w sliczną symfonię<br />
Ja wśród tej symfoni szybko zasypiałm<br />
Tys wtedy czym prędzej kopacz w ręce brała<br />
<br />
I biegłaś czempedzej na tę szrą rolę<br />
Ramiona schylałaś nisko nad zagonem<br />
I kopałaś skiby ziemi kamienistej <br />
A żeby ci dała obfity plon czysty<br />
<br />
Kopałaś mateczko skiby bardzo twarde<br />
Ręce twe i stopy były do krwi zdarte<br />
Potem swym skroplałaś kamienistą rolę<br />
Lecz nie narzekałaś na tę ciężką dolę<br />
<br />
Kiedy przyszłaś do mnie żeby mnie otulić <br />
Ręce drżały jak skrzydła motyli<br />
A na skroni twojej pot perlisty błyszczał<br />
Jak gwiazdy na niebie, jak prawdziwy kryształ<br />
<br />
A kiedy mnie wziełaś juz w swoje ramiona<br />
Serce biło mocno od zmeczenia<br />
A kiedy skończyłas kopać twarde skiby<br />
Brałaś mnie ze soba do lasu na grzyby<br />
<br />
Chodziaż twoje stopy kuły ostre kolce<br />
Tyś tak promieniała radością jak słońce<br />
I śpiewałaś pieśni dziękczynne do Boga<br />
Że twoja córeczka już nie będzie głodna<br />
<br />
A echo tę melodię niosło jak modlitwę<br />
Ponad góry, ponad lasy w obłoki błękitne<br />
A kiedy nadeszły pracowite żniwa<br />
Wtedyśmi snopeczek pod głowę ścieliła<br />
<br />
Ze złotej pszeniczki co pachnie chlebem<br />
Kiedyś ją z żynała pod błękitnym niebem<br />
Żnełaś te pszczeniczkę w dni bardzo upalne<br />
Składałaś w kopeczki te małe snopeczki<br />
<br />
Pracowałaś matuś przez lat kilkanaście<br />
Aż nagle twe siły upadły na zawsze <br />
Bo straszna choroba z nóg cie powaliła<br />
A śliczna gorączka siły twe trawiła<br />
<br />
Usta twe w gorączce niespokojnie drżały<br />
Jak by mi piosenkę śpiewać zaczynały<br />
Lecz z oczu prześlicznych błyszczących jak gwiazdy<br />
Dwie łzy Ci spłyneły po bielutkiej twarzy<br />
<br />
Prześliczne jak perły z morza wydobyte<br />
Dałaś mi je w darze w zamian za swe życie<br />
Bo nic ponad łzy te dać mi już nie mogłas<br />
Odeszłaś odemnie bez słowa pożegnania<br />
<br />
Oj nie wiesz Mateczko jak płacze me serce<br />
Boś mnie zostawiła samiutką na świecie<br />
Boś odeszła Matus nie znaną mi droga<br />
A mnie moja Matuś ziezabrałaś ze sobą]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[autor nieznany]]></title>
			<link>https://zaraszow.pl/showthread.php?tid=1163</link>
			<pubDate>Tue, 27 Sep 2011 13:14:03 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://zaraszow.pl/member.php?action=profile&uid=22">general</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://zaraszow.pl/showthread.php?tid=1163</guid>
			<description><![CDATA[Wpadł mi w ręce pewien tekst pieśni spisanej, być może ktoś słyszał tę historię.<br />
<br />
Nad brzegiem rzeki stała tam chatka<br />
Stara i pochylona<br />
Zamieszkiwała w niej biedna wdowa<br />
Co miała syna Leona<br />
Leon był biedny nic nie posiadał<br />
Prócz swojej pięknej urody<br />
Ale sie szczęście doń uśmiechało<br />
Z bogatej bardzo zagrody<br />
A w tej zagrodzie gdy wymieniono<br />
Żyła tam rodna Halina<br />
Która kochała ponad swe życie<br />
Bardzo pięknego Leona.<br />
Leon się bardzo w nej też zakochał<br />
Lecz wstydził jej się oświadczyć<br />
By go rodzice bogatej Haliny<br />
Nie wyrzucili go za drzwi.<br />
Wten czas Halina sama musiała<br />
Swoim rodzicom oświadczyć<br />
Że jest gotowa wyjść za Leona<br />
Na innych nie chce już patrzeć<br />
A jej rodzice gdy to usłyszeli<br />
Oboje z gniewu aż dyszą<br />
Ostro krzykneli na swą Halinę<br />
Niech więcej tego nie słyszą.<br />
Od tego czasu Halina zamilkła<br />
I wcale się nie odzywa<br />
Zapadła ona w śpiączke latargu<br />
I biedna w grobie spoczywa<br />
Zamiast wesela pogrzeb się odbył<br />
Bogatej bardzo Haliny<br />
Leon też złożył wspaniał wieniec<br />
Na grobie swojej dziewczyny.<br />
Pewnego razu sen dziwny miał<br />
Przyśnił mu sie grób Haliny<br />
Że ona w grobie jest żywa<br />
Pomocy od niego wzywa.<br />
Wśród ciemnej nocy idzie na cmentarz<br />
Odkopuje grób Haliny<br />
Otwiera trumnę widzi ją żywą<br />
Lecz przy nim kończy swe życie.<br />
<br />
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Wpadł mi w ręce pewien tekst pieśni spisanej, być może ktoś słyszał tę historię.<br />
<br />
Nad brzegiem rzeki stała tam chatka<br />
Stara i pochylona<br />
Zamieszkiwała w niej biedna wdowa<br />
Co miała syna Leona<br />
Leon był biedny nic nie posiadał<br />
Prócz swojej pięknej urody<br />
Ale sie szczęście doń uśmiechało<br />
Z bogatej bardzo zagrody<br />
A w tej zagrodzie gdy wymieniono<br />
Żyła tam rodna Halina<br />
Która kochała ponad swe życie<br />
Bardzo pięknego Leona.<br />
Leon się bardzo w nej też zakochał<br />
Lecz wstydził jej się oświadczyć<br />
By go rodzice bogatej Haliny<br />
Nie wyrzucili go za drzwi.<br />
Wten czas Halina sama musiała<br />
Swoim rodzicom oświadczyć<br />
Że jest gotowa wyjść za Leona<br />
Na innych nie chce już patrzeć<br />
A jej rodzice gdy to usłyszeli<br />
Oboje z gniewu aż dyszą<br />
Ostro krzykneli na swą Halinę<br />
Niech więcej tego nie słyszą.<br />
Od tego czasu Halina zamilkła<br />
I wcale się nie odzywa<br />
Zapadła ona w śpiączke latargu<br />
I biedna w grobie spoczywa<br />
Zamiast wesela pogrzeb się odbył<br />
Bogatej bardzo Haliny<br />
Leon też złożył wspaniał wieniec<br />
Na grobie swojej dziewczyny.<br />
Pewnego razu sen dziwny miał<br />
Przyśnił mu sie grób Haliny<br />
Że ona w grobie jest żywa<br />
Pomocy od niego wzywa.<br />
Wśród ciemnej nocy idzie na cmentarz<br />
Odkopuje grób Haliny<br />
Otwiera trumnę widzi ją żywą<br />
Lecz przy nim kończy swe życie.<br />
<br />
]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[ZDARZYŁO SIĘ W ZARASZOWIE]]></title>
			<link>https://zaraszow.pl/showthread.php?tid=1165</link>
			<pubDate>Sun, 21 Aug 2011 03:18:20 +0200</pubDate>
			<dc:creator><![CDATA[<a href="https://zaraszow.pl/member.php?action=profile&uid=5">Krzysztof</a>]]></dc:creator>
			<guid isPermaLink="false">https://zaraszow.pl/showthread.php?tid=1165</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">"Miłość powinna być zasadniczo aktem woli, decyzją całkowitego oddania mojego życia życiu drugiego człowieka... Kochanie Kogoś to nie tylko sprawa silnego uczucia - to również decyzja, osąd, obietnica... Uczucie przychodzi i może odejść. Skąd mogę wiedzieć, czy pozostanie ono na zawsze, skoro w mój akt nie jest włączony ani osąd ani decyzja?" E. From "O sztuce miłości" PIW, s. 69-70</span></span><br />
<br />
Podpisuje się pod tym, więc nie ma tytułu w stylu "Romeo i Julia", albo coś podobnego. (Krzysztof)<br />
 <br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size">Było to w Zaraszowie w latach 20-tych ubiegłego wieku. Imion nie znam, ale... Ona wykształcona jak na tamte czasy... Z  bogatej rodziny B., a On... młody, przystojny, ale z biednej rodziny R.. Zakochali się, ale rodziny (głównie B.) nie chciały słyszeć o małżeństwie... <br />
Pewnego dnia rodzice pojechali na targ...<br />
On ubrał się w garnitur - jak do ślubu. Ona w suknię - jak do ślubu. On miał broń. Strzelił do niej. Potem zastrzelił siebie. Okazało się, że ona żyje, że ją poważnie zranił. Zawieźli ją do szpitala... Zrywała bandaże, mówiła, że nie chce żyć... Zmarła.<br />
<br />
Nie wiem czy pochowali ich razem. (Ale pewnie na cmentarzu w Bychawie, bo gdzie indziej?)<br />
<br />
Ale wiem, że potem na odpustach i jarmarkach sprzedawano pieśni o nich..<br />
<br />
I że ojciec B. jeździł i wykupywał całe nakłady (wtedy ręcznie przepisywane). <br />
<br />
To chyba było nie tylko uczucie... A rodzice tego nie uszanowali... Może nie dostrzegli... Może nie chcieli dostrzec, patrząc na swój majątek......<br />
<br />
a... dom w którym się to stało, choć rodzina się zmieniła, stoi do dziś....<br />
<br />
WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ IM DAĆ PANIE...</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;" class="mycode_b"><span style="font-style: italic;" class="mycode_i">"Miłość powinna być zasadniczo aktem woli, decyzją całkowitego oddania mojego życia życiu drugiego człowieka... Kochanie Kogoś to nie tylko sprawa silnego uczucia - to również decyzja, osąd, obietnica... Uczucie przychodzi i może odejść. Skąd mogę wiedzieć, czy pozostanie ono na zawsze, skoro w mój akt nie jest włączony ani osąd ani decyzja?" E. From "O sztuce miłości" PIW, s. 69-70</span></span><br />
<br />
Podpisuje się pod tym, więc nie ma tytułu w stylu "Romeo i Julia", albo coś podobnego. (Krzysztof)<br />
 <br />
<span style="font-size: medium;" class="mycode_size">Było to w Zaraszowie w latach 20-tych ubiegłego wieku. Imion nie znam, ale... Ona wykształcona jak na tamte czasy... Z  bogatej rodziny B., a On... młody, przystojny, ale z biednej rodziny R.. Zakochali się, ale rodziny (głównie B.) nie chciały słyszeć o małżeństwie... <br />
Pewnego dnia rodzice pojechali na targ...<br />
On ubrał się w garnitur - jak do ślubu. Ona w suknię - jak do ślubu. On miał broń. Strzelił do niej. Potem zastrzelił siebie. Okazało się, że ona żyje, że ją poważnie zranił. Zawieźli ją do szpitala... Zrywała bandaże, mówiła, że nie chce żyć... Zmarła.<br />
<br />
Nie wiem czy pochowali ich razem. (Ale pewnie na cmentarzu w Bychawie, bo gdzie indziej?)<br />
<br />
Ale wiem, że potem na odpustach i jarmarkach sprzedawano pieśni o nich..<br />
<br />
I że ojciec B. jeździł i wykupywał całe nakłady (wtedy ręcznie przepisywane). <br />
<br />
To chyba było nie tylko uczucie... A rodzice tego nie uszanowali... Może nie dostrzegli... Może nie chcieli dostrzec, patrząc na swój majątek......<br />
<br />
a... dom w którym się to stało, choć rodzina się zmieniła, stoi do dziś....<br />
<br />
WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ IM DAĆ PANIE...</span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>