Wystąpiły następujące problemy:
Warning [2] Undefined variable $unreadreports - Line: 59 - File: global.php(961) : eval()'d code PHP 8.2.27 (Linux)
File Line Function
/inc/class_error.php 153 errorHandler->error
/global.php(961) : eval()'d code 59 errorHandler->error_callback
/global.php 961 eval
/showthread.php 28 require_once
Warning [2] Undefined property: MyLanguage::$thread_modes - Line: 44 - File: showthread.php(1617) : eval()'d code PHP 8.2.27 (Linux)
File Line Function
/inc/class_error.php 153 errorHandler->error
/showthread.php(1617) : eval()'d code 44 errorHandler->error_callback
/showthread.php 1617 eval




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wspomnienia z czasów wojny
#2
Wspomnienia z lat wojny byłego uczestnika walk o Monte Cassino - Kaprala Andrzeja Dumy.
Miałem lat 40, gdy zaskoczyła mnie II wojna światowa rozpętana przez wojska hitlerowskie. Wraz z innymi towarzyszami stawaliśmy napastnikowi czoło w lasach janowskich jako partyzanci. Później dostaliśmy się do niewoli niemieckiej. Kiedy Hitler uderzył na ZSRR uciekliśmy i dostaliśmy się do Turkiestanu. Tu właśnie uformowała się, gdzieś mniej więcej w 1941 roku dywizja, która dzieliła się na dwie brygady I i II Podhalańską. Należałem do II Brygady Podhalańskiej, której dowódcą był Anders z pochodzenia Polak. W Turkiestanie przeprowadziliśmy wiele potyczek z Niemcami, których większa część kończyła się zwycięstwami. Z Turkiestanu w 1942 roku przerzuceni zostaliśmy na front południowy (Irak, Iran, Turcja), gdzie przeprowadziliśmy wiele ofensyw. Później na samochodach i okrętach dostaliśmy się do Egiptu, gdzie broniliśmy Kanału Sueskiego. I wreszcie…był rok 1942 pamiętna bitwa pod Tobrukiem (Libia), bitwa w której polała się polska krew. Nawet i tu na Czarnym Lądzie żołnierz polskich oddziałów walczył z hitlerowcami. Mimo znacznej przewagi militarnej nieprzyjaciela żołnierze Polscy pomścili się na klęsce wrześniowej. Dzięki temu zwycięstwu Libia stała się wolna. W 1944 roku przerzuceni zostajemy na front włoski. Począwszy od Reggio di Calabria toczymy zwycięskie bitwy. Bitwy o każdy skrawek ziemi włoskiej. Lała się po to, aby hitleryzm został raz na zawsze zniszczony. I tak, przez wielki kawał ziemi w którą lała się krew polska dotarliśmy do Monte Cassino. Wielki szczyt sterczał nad ziemią włoską. Zdawałoby się, że niczym nie różni się od innych szczytów, a jednak tam krył się ostatek hitleryzmu. Krył się w ogromnych bunkrach, które nie były tylko ze stali, ale też z betonu i na tym pół metrowa warstwa gumy. Niemcy tak zabezpieczyli bunkry myśląc o bombach, które zrzucane były przez lotników amerykańskich, angielskich, polskich i francuskich dzień w dzień. Na szczycie we mgle widniał klasztor, na którym miała zawisnąć polska flaga. A oto chwila, którą najbardziej pamiętam: ,,jako patrol ruszyliśmy we trzech szlakiem na Monte Cassino. Był 9 maj, przed nami droga ciężka i niebezpieczna. Cały obszar szczytu był zaminowany. Tak likwidując miny dotarliśmy do wysokości 2100m. Gdzieś 700m przed nami widzieliśmy klasztor. Aż tu, niby spod ziemi wyrastają Niemcy. Rzucaliśmy w nich granatami, ale ich było znacznie więcej. Dostałem jakimś odłamkiem w lewą łopatkę, ale mogłem nadążyć za towarzyszami. Wreszcie po wielu trudach dostaliśmy się do obozu. W nocy poczułem upływ krwi: zrozumiałem, byłem ciężko ranny”. Później już w szpitalu otrzymuję wiadomość, że szczyt Monte Cassino w dniu 18 maja 1945 roku został zdobyty. Lotnicy zamiast bomb użyli beczek ze smołą i benzyną, które podpalili i zrzucali na szczyt. Później toczyliśmy zacięte walki w Alpach. Stąd przedostałem się do Ankony, a później do Anglii, skąd prosto do ojczyzny. Jednak Polska nie zapomniała o mnie - za walkę i poświęcenie otrzymałem Krzyż Walecznych oraz Medal Wolności i Zwycięstwa.


Zredagował i opisał Wiesław Bartoszek

Wywiad przeprowadzony przez uczennicę Helenę Kowalik z uczestnikiem II wojny światowej panem Kowalikiem Stefanem.
W 1937 roku poszedłem do wojska, dwa lata służyłem w wojsku, potem wybuchła wojna. Służbę czynną odbywałem w 12 pułku ułanów w Krzemieniu.
Na 3 tygodnie przed wojną cały nasz pułk wyjechał na granicę niemiecką w okolice Brzeziny i Mokre po to, aby rozpoznać się w okolicznych terenach. Ostatniego sierpnia już wiedzieliśmy, że wybuchnie wojna, wydano nam amunicję i nocą doszliśmy do granicy. Rano dnia 1 IX o godz. 3 oddziały niemieckie i piechota, oddziały motoryzacyjne zaczęły kierować się w kierunku granicy polsko-niemieckiej. Artyleria niemiecka oddała kilka strzałów jako znak wybuchu II wojny światowej. Niemcy ruszyły na Polskę, nasz 12 pułk znajdował się na pierwszej linii ognia. Cała brygada pod dowództwem gen. Bortnowskiego dzielnie stawiała opór przerażającej sile wroga. Broniliśmy się 3 doby . Większa część żołnierzy poległa, dużo oficerów było rannych zaraz w pierwszych dniach wybuchu wojny. Nieprzyjaciel najwięcej walczył w powietrzu. Nocą bardzo dzielnie odpieraliśmy wroga, gdyż w dzień nie było to możliwe, ponieważ wróg bił z powietrza. Żołnierze mimo dzielnej postawy i chęci do walki nie mogli walczyć, gdyż brak było broni. Po 4 dniach front był przerwany i niemiecki okupant poszedł daleko naprzód. Lecz wojska polskie nadal stawiały duży opór. Z bronią ręczną żołnierze nasi rzucali się na czołgi i różnego rodzaju ciężkie działa. Potem poszliśmy w kierunku Kutna; tam walczyliśmy zacięcie kilka dni, jak się okazało podczas bohaterskich walk dużo zginęło polskich żołnierzy i Niemców. Później - z Kutna - pozbierane resztki polskich żołnierzy wysłano do Warszawy. Ja wraz z towarzyszami broni dostaliśmy się do niewoli. Z Warszawy odtransportowali nas pieszo do Torunia. Ci jeńcy co nie byli w obronie . Warszawy zostali zwolnieni do domu. A ci, którzy bronili Warszawy zostali zabrani i wywiezieni do niewoli do Niemiec na ciężkie roboty. Tam zostaliśmy podzieleni na małe grupy i porozsyłani na roboty. Ci, którzy dostali się do gospodarzy to mieli nieźle, a ja byłem na rządowej robocie, przez trzy lata. Później wszystkich jeńców zmuszali do podpisania karty do cywila. Jednostki w której byłem ja nie chciały podpisać. Z naszego obozu nie podpisało 120 osób i wywieźli nas do karnego obozu. Chodziłem na ciężkie prace. Żołnierz, który nie podpisał karty nosił polski mundur, a cywilne osoby nie miały żadnego prawa. W karnym obozie dostawaliśmy litr zupy i 40 dag chleba na dobę i pracowaliśmy przy regulacji rzeki. Pilnowało nas 20 żołnierzy niemieckich. Ze 120 zostało nas 22, zmarli z choroby, zimna i głodu. Po przebyciu karnego obozu ci którzy przeżyli zostali wywiezieni na Kanał Kiloński. Widząc, że stąd nigdzie nie uciekniemy rozesłali nas do indywidualnych gospodarstw, tam dopiero odżyliśmy. Od morza znajdowałem się w odległości 5 km. Tereny te były silnie bombardowane przez wojska angielskie i amerykańskie. W czasie tego bombardowania zginęło bardzo dużo ludzi. Anglicy i Amerykanie bombardowali dniem i nocą przez siedem dób. Podczas bombardowania tego miasta zginął mój kolega z Kiełczewic, który nazywał się Choiński. 9 maja 1945 roku rozeszła się wszędzie wieść o kapitulacji Niemiec. Po kapitulacji nasz teren zajęli Anglicy i niewolnicy, ci którzy nie podpisywali karty, jako cywile przydzieleni zostali do osobnych obozów. W obozach tych znajdowaliśmy się razem z wojskiem angielskim. Przez pół roku dostawaliśmy paczki (pięciokilogramowe na tydzień) z Ameryki i Anglii z Czerwonego Krzyża.
Oficerowie Polscy wraz z oficerami angielskimi chcieli zorganizować armię i iść z wojskiem angielskim, albo iść do pracy, albo wracać do kraju. Była możliwość wyjazdu za granicę, ale ja wróciłem do kraju.


Wiadomości w tym wątku
Wspomnienia z czasów wojny - przez elkr@ - 07-03-2011, 17:31
RE: Wspomnienia z czasów wojny - przez elkr@ - 29-05-2011, 22:47
RE: Wspomnienia z czasów wojny - przez Jurek - 29-05-2011, 23:30


Skocz do: