Wystąpiły następujące problemy:
Warning [2] Undefined variable $unreadreports - Line: 59 - File: global.php(961) : eval()'d code PHP 8.2.27 (Linux)
File Line Function
/inc/class_error.php 153 errorHandler->error
/global.php(961) : eval()'d code 59 errorHandler->error_callback
/global.php 961 eval
/showthread.php 28 require_once
Warning [2] Undefined property: MyLanguage::$thread_modes - Line: 44 - File: showthread.php(1617) : eval()'d code PHP 8.2.27 (Linux)
File Line Function
/inc/class_error.php 153 errorHandler->error
/showthread.php(1617) : eval()'d code 44 errorHandler->error_callback
/showthread.php 1617 eval




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
100 lat temu
#2
Za zgodą autora:
Walki pod Bychawą w dniach 6-9 września 1914 r.
Paweł Grudzień

[Obrazek: images-austr.jpeg]

W historii światowych konfliktów dzień 28 lipca 1914 r. zapisał się jako początek jednej z najbardziej wyniszczających wojen w dziejach ludzkości - I wojny światowej. Naprzeciwko siebie stanęły dwa wrogie sobie przymierza: Państwa Centralne z Niemcami i Austro-Węgrami na czele oraz Ententa - przymierze Francji, Wielkiej Brytanii i Rosji. Areną zmagań stały się terytoria wielu państw - w tym i obszar dzisiejszej Polski, a jedne z pierwszych ciosów tej wojny spadły na Lubelszczyznę, która leżała wówczas na pograniczu dwóch mocarstw: Austro-Węgier i Rosji. W planach obydwu stron tereny te zajmowały znaczące miejsce - stąd prowadził jeden z kierunków rosyjskiego uderzenia na austriacką Galicję, tędy też Austriacy zamierzali zaatakować znajdujące się pod rosyjskim zaborem ziemie Królestwa Polskiego. Jako pierwsi ruch wykonali Austriacy...
Podczas I wojny światowej wiele polskich miejscowości miało wątpliwy zaszczyt bycia kilkakrotnie na pierwszej linii frontu - wśród nich znalazła się także Bychawa, przez którą w latach 1914-15 front przetaczał się aż trzykrotnie. Za pierwszym razem było to 27 sierpnia 1914 r., gdy jednostki austro-węgierskiej 1 Armii w zwycięskim marszu parły na północ w kierunku Lublina – Bychawę zajęły oddziały należące do V Korpusu austro-węgierskiego. Jednakże kilka dni później niepomyślny dla Austriaków rozwój wydarzeń we wschodniej Galicji, gdzie natrafili oni na przeważające liczebnie armie rosyjskie i ponieśli porażkę, zmusił ich do zatrzymania swojego natarcia na Lubelszczyźnie, a potem - w obliczu podjętej 4 września kontrofensywy rosyjskiej - do rozpoczęcia stopniowego i odbywającego się wśród ustawicznych walk odwrotu ze zdobytych terenów.
W ten oto sposób pod Bychawą ponownie pojawiły się - tym razem wycofując się w kierunku południowym - masy cesarsko- -królewskich wojsk i postępujące za nimi oddziały carskie, które 5 września wyparły Austriaków z linii Bychawka-Osowa oraz zdobyły wzgórze 269 leżące 2 km na północ od Bychawy. Tę stratę Austriacy jeszcze przełknęli, jednak kolejnej linii obrony zamierzali już bronić do przysłowiowego ostatniego naboju. Przebiegała ona na południe od Bychawy i ciągnęła się od bagnistych brzegów Kosarzewki przez Białą Górę i dalej w kierunku Zaraszowa. Trzy rzędy okopów wyposażonych w pancerne osłony strzeleckie na pierwszy rzut oka stanowiło solidną i trudną do zdobycia pozycję obronną. Na przedpolu tej ufortyfikowanej pozycji żołnierze cesarza Franciszka Józefa I - a konkretnie węgierski pułk piechoty z 33 Dywizji Piechoty należącej do austro-węgierskiego V Korpusu - obsadzili także zabudowania Bychawy i folwarku Wandzin, gdzie zamierzali przyjąć pierwszy impet rosyjskiego uderzenia.
Z drugiej strony do ataku szykowały się jednostki należące do carskiego XVI Korpusu: 6 batalionów z pułków 187, 332 i 164 pod ogólnym dowództwem gen. Gliczewskiego. Wpierająca natarcie artyleria w liczbie 32 dział została rozmieszczona na północ od wzgórza 269. 6 września o godzinie 7 rano Rosjanie ruszyli do ataku. 3 godziny później po zaciętej walce w ich ręce wpadły zarówno zabudowania folwarku Wandzin, zdobyte przez żołnierzy ze 164 pp jak również sama Bychawa, którą zajęły roty z 332 pp. Resztki obrońców wycofały się na główną linię obrony, podczas gdy Rosjanie zatrzymali się na chwilę na wysokości południowych krańców Bychawy. Nie na długo jednak, gdyż o godzinie 13 poderwali się do dalszego szturmu na Białą Górę. Jednak tutaj carscy żołnierze zaczęli mieć, dosłownie i w przenośni - pod górkę. Na odkrytym stoku nie było gdzie się ukryć i silny ogień z broni ręcznej i maszynowej obrońców, którego nie zdołało wyeliminować nawet silne przygotowanie artyleryjskie, zaczął skutecznie przerzedzać szeregi atakujących. Do wieczora szturmującym Rosjanom udało się jedynie dotrzeć do opuszczonych austriackich okopów na północnym stoku Białej Góry, które zapewniły jako taką osłonę przed gradem kul ze szczytu wzgórza. Zapadające ciemności rozdzieliły walczących - na grzbiecie wzgórza węgierscy żołnierze gratulowali sobie odparcia pierwszego szturmu, natomiast tkwiący w okopach poniżej nich Rosjanie obmyślali plan działania na dzień następny oraz pospiesznie sprowadzali z tyłów lekarzy, których zaczęło brakować na pułkowych punktach opatrunkowych.
Od wczesnych godzin porannych 7 września Rosjanie rozpoczęli „zmiękczanie” pozycji przeciwnika huraganowym ogniem artylerii, również znajdujące się w pierwszej linii oddziały piechoty strzelały w stronę wrogich okopów ze wszystkiego, co było tylko pod ręką. Ostrzał trwał aż do wieczora - wtedy to znajdujący się bezpośrednio naprzeciwko szczytu Białej Góry 332 pp otrzymał rozkaz zdobycia wzgórza za wszelką cenę. O tym jak duży respekt zdążyli już poczuć rosyjscy żołnierze przed austro-węgierskimi umocnieniami, niech świadczy fakt, iż po otrzymaniu w/w rozkazu dowódca 332 pp pułkownik Ełłański otwarcie powiadomił telefonicznie gen. Gliczewskiego, iż nie wierzy w powodzenie szturmu. Gliczewski zastosował w tej sytuacji metodę „kija i marchewki”, obiecując mu wsparcie pozostałych pułków oraz grożąc postawieniem go przed sądem wojennym w razie niewypełnienia rozkazu. Poskutkowało. Około godziny 20 wzdłuż całej linii rosyjskiej od Bychawy aż po Wolę Bychawską, wśród nieustannego grzmotu artylerii rozległo się głośne „Ura!” i masa żołnierzy w brunatnych mundurach rzuciła się naprzód. Nie zważając na gwizdające wszędzie kule i padających wokół towarzyszy broni, Rosjanie wdarli się na grzbiet wzgórza i po zaciętej walce wręcz wyparli z niego węgierskich obrońców.
W walce poległ m.in. dowódca 332 pp, który za odwagę został pośmiertnie odznaczony Orderem św. Jerzego IV Klasy. Węgrzy odskoczyli na kolejną linię okopów przecinającą południowy stok wzgórza i tam powstrzymali ścigających ich Rosjan, którzy zawrócili do zdobytych przed chwilą umocnień na szczycie Białej Góry. Cesarsko-królewscy próbowali jeszcze odzyskać utracone pozycje, jednak ich kontratak został odparty i ostatecznie cofnęli się oni na ostatnią już swoją linię obrony pod folwarkiem Marysin. Zapadła noc, jednak tym razem nie miała ona być spokojna.
Około godziny 22 oddziały austro-węgierskie podpaliły zabudowania Marysina, oświetlając sobie w ten sposób przedpole w obawie, iż Rosjanie mogą chcieć pójść za ciosem. Okazało się, iż miały one przysłowiowego “nosa”, gdyż rozochocony odniesionym sukcesem i liczący na chwilowe zdezorganizowanie jednostek przeciwnika dowódca rosyjskiego XVI Korpusu, rzeczywiście nakazał kontynuowanie natarcia - na nic zdały się tu protesty gen. Gliczewskiego, który słusznie argumentował, iż atak wyczerpanych walką jednostek na umocnioną pozycję wroga i to jeszcze w odkrytym i oświetlonym pożarem terenie oznacza samobójstwo. Rozkaz utrzymano w mocy i Rosjanie zaatakowali powtórnie, lecz zgodnie z przewidywaniami atak został odparty z dużymi stratami wśród nacierających, a zachęceni tym obrońcy przeszli do kolejnego kontrataku, w którym rzekomo użyli nawet samochodów pancernych. Ta ostatnia informacja (przytaczana w pamiętnikach gen. Gliczewskiego) wydaje się być mało prawdopodobna, gdyż w roku 1914 armia austro-węgierska nie posiadała jeszcze własnych samochodów pancernych – być może zatem Węgrzy użyli wówczas zdobycznych rosyjskich samochodów lub po prostu podkomendni gen. Gliczewskiego celowo wyolbrzymili siły przeciwnika, próbując w ten sposób usprawiedliwić swoją porażkę. A mieli co usprawiedliwiać: kontratak rozpędził bowiem znajdujących się na jego drodze żołnierzy ze 164 pp i Węgrzy przebiwszy się przez zajmowane przez w/w pułk okopy a potem przez wschodnią część Bychawy, zostali powstrzymani dopiero ok. kilometr na północ od zabudowań folwarku Wandzin.
Wstający dzień 8 września także nie przyniósł oczekiwanych przez rosyjskie dowództwo rezultatów. Planowane na ten dzień połączenie się w okolicach Zaraszowa z jednostkami Korpusu Gwardii i wspólne uderzenie z tamtej strony na austro-węgierskie pozycje nie doszło do skutku, a w pojedynkę postrzelane i wyczerpane dotychczasowymi walkami oddziały nie zdołały posunąć się do przodu, ograniczając się jedynie do umocnienia się na zdobytych do tej pory stanowiskach na południowych zboczach Białej Góry. O zaciętym i wyczerpującym psychicznie charakterze walk przekonał się naocznie sam Gliczewski, gdy po południu obok jego punktu obserwacyjnego, znajdującego się na wzgórzu na północ od Bychawy, pojawił się nagle oficer 332 pp bez czapki na głowie, z rewolwerem w ręku i tocząc wokół błędnym wzrokiem, krzyczał: „Nie, ja dłużej nie mogę, ja zginę, tam dłużej nie da się utrzymać, tam piekło!”.
Rozkazy na dzień 9 września dla jednostek rosyjskich stojących pod Bychawą były również utrzymane w ofensywnym tonie, tyle że tym razem główny nacisk położono w nich na prawe skrzydło i zdobycie leżących na południowy-zachód od Bychawy Grodzan i Leśniczówki. Celem ataku miały się stać również umocnienia austro-węgierskie w okolicy folwarku Marysin. Działające na tym kierunku rosyjskie bataliony z 332 i 187 pp zostały wzmocnione rezerwami, z kolei nieprzyjacielskie pozycje starano się maksymalnie osłabić trwającym od rana ostrzałem artyleryjskim. Do ataku miały przystąpić także sąsiednie odcinki i to one odniosły pierwszy sukces: około godziny 14.30 na południowym-wschodzie od strony Zaraszowa dostrzeżono bowiem wycofujace się niewielkie grupki żołnierzy przeciwnika - znak, że niezłomny dotąd opór cesarsko-królewskich żolnierzy został ostatecznie przełamany. Na ten widok morale szykujacych się pod Bychawą do ataku rosyjskich żołnierzy niewątpliwie znacząco wzrosło i gdy o 15.30 otrzymali oni rozkaz do szturmu, nie trzeba im było tego dwa razy powtarzać. Najeżone bagnetami brunatne szeregi ochoczo rzuciły się w kierunku wrogich okopów - przed znajdującymi się w nich węgierskimi żołnierzami, którzy również dostrzegli wycofujących się współtowarzyszy, otworzył się teraz szeroki wachlarz możliwości: poddać się, uciekać lub walczyć (i najpewniej zginąć). Część z nich wybrała pierwsze rozwiązanie, reszta zdecydowała się na ucieczkę - na bohaterską śmierć nie było chętnych.
W wyniku przełamania pozycji austro-węgierskiego V Korpusu w okolicach Bychawy oraz oskrzydlenia cesarsko-królewskiej 1 Armii przez nadchodzące od wschodu kolejne jednostki rosyjskie nastąpił dalszy odwrót wojsk cesarza Franciszka Józefa I w kierunku południowo-zachodnim. W okolice Bychawy powróciły one dopiero w lecie 1915 r.
Po przejściu frontu tyłowym jednostkom rosyjskim przypadło zadanie uporządkowania pól bitewnych i pochowanie setek poległych żołnierzy. Zachowanymi do dzisiejszych czasów pamiątkami tamtych wydarzeń w dzisiejszym krajobrazie okolic Bychawy są pozostałości cmentarzy wojennych – w Bychawce oraz samej Bychawie (kwatera na cmentarzu parafialnym oraz cmentarz na Białej Górze).
Bibliografia:
1. Bator J., Wojna galicyjska, Kraków 2008
2. Biełoj A., Galicyjskaja bitwa, Moskwa 1929
3. Dąbrowski M., Cmentarze wojenne z lat I wojny
światowej w dawnym województwie lubelskim,
Lublin 2004
4. Gliczewskij K.L., Bojewyje diejstwa wtorooczeriednych
diwizii w mirowuju wojnu, Moskwa-
-Leningrad 1928
5. Kawaliery Wojennogo Ordiena Swijatogo Wielikomuczenika
i Pobiedonosca Georgija za period s
1914 po 1918 g, Moskwa 2008
6. Österreich-Ungarns letzter Krieg 1914-1918.
Erster Band, Das Kriegjahr 1914, Wiedeń 1931

Autor: Paweł Grudzień


Wiadomości w tym wątku
100 lat temu - przez Jurek - 16-10-2013, 18:32
Walki pod Bychawą 1914 r. - przez Jurek - 21-10-2013, 10:38
RE: 100 lat temu - przez Krzysztof - 23-10-2013, 8:14
RE: 100 lat temu - przez Jurek - 11-04-2014, 12:03
RE: 100 lat temu - przez pablo8019 - 27-09-2015, 11:37
RE: 100 lat temu - przez Jurek - 28-09-2015, 9:08


Skocz do: