Wystąpiły następujące problemy:
Warning [2] Undefined variable $unreadreports - Line: 59 - File: global.php(961) : eval()'d code PHP 8.2.27 (Linux)
File Line Function
/inc/class_error.php 153 errorHandler->error
/global.php(961) : eval()'d code 59 errorHandler->error_callback
/global.php 961 eval
/showthread.php 28 require_once
Warning [2] Undefined property: MyLanguage::$thread_modes - Line: 44 - File: showthread.php(1617) : eval()'d code PHP 8.2.27 (Linux)
File Line Function
/inc/class_error.php 153 errorHandler->error
/showthread.php(1617) : eval()'d code 44 errorHandler->error_callback
/showthread.php 1617 eval




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
KONKURS NA OPOWIEŚĆ O KWIECIE PAPROCI
#1
W konkursie może wziąć udział każdy - bez względu na wiek czy miejsce zamieszkania - kto w terminie do 10 VI 2013r. prześle na adres Administratora strony www.zaraszow.pl tj. webmaster@zaraszow.pl , opowiadanie o KWIECIE PAPROCI spełniające koniecznie następujące warunki:
Bohater lub bohaterka o Słowiańskim i swojsko brzmiącym imieniu, pochodzący/a z: Zaraszowa, Koloni Zaraszów, Urszulina (Majdanu, Władysławowa) lub Skawinka (miejscowość do wyboru z w/w), w Noc Świętojańską, o północy, znajduje w lesie: Wolińskim, Zagajniku, Choinach lub Kobylim Dole (las do wyboru z w/w) KWITNĄCY KWIAT PAPROCI. Dotyka go i to przynosi mu/jej szczęście i bogactwo .... I uruchamiamy wyobraźnię...
Nie określamy długości opowiadania, ważne by było ciekawe, może nawet zaskakujące. Do opowiadania można dołączyć dokumentacje fotograficzną, rysunkową, topograficzną lub inne "dowody rzeczowe" ale nie jest to warunek konieczny.
Konieczna jest tylko zgoda na publikacje opowiadania na naszej stronie.
Jury to: Administrator i ja.
Rozstrzygnięcie konkursu (w dwu kategoriach: Dzieci ze Sz.P. i starsi) na festynie szkolnym 16-go VI 2013r.
Nagrodą będzie: radość zwycięstwa, smak sukcesu, satysfakcja z wygranej i dodatkowo jedna z "Zaraszowskich" koszulek (z herbem z jednej a banerem z drugiej strony - unikat na skale światową!).

[Obrazek: koszulki1.jpg]
#2
Rozumiem że już można startować w konkursie?
#3
Cytat:każdy - bez względu na wiek czy miejsce zamieszkania - kto w terminie do 10 VI 2013r. prześle
Tak oczywiście. Ja też proponuję publikowanie pozakonkursowe wszelkich ciekawostek.
A pro-po kwiatu:
Kwiat paproci – mityczny kwiat, mający zakwitać raz w roku, w czasie przesilenia letniego (najkrótszej nocy z 21 na 22 czerwca). Znalazcy zapewniać miał bogactwo i dostatek, przez co jego poszukiwania stały się stałym elementem obchodów słowiańskiego święta Kupały.
Podanie o kwiecie paproci wywodzi się ze zwyczaju smarowania się przez kobiety liśćmi nasięźrzału w trakcie obchodów święta, co miało w magiczny sposób podnieść ich atrakcyjność. A takim wierszowanym zaklęciem należało wzmocnić magiczne działanie:
Nasięźrzale, nasięźrzale,
Rwę cię śmiale,
Pięcią palcy, szóstą, dłonią,
Niech się chłopcy za mną gonią;
Po stodole, po oborze,
Dopomagaj, Panie Boże.
"When power of love overcomes love of power, world will know peace." Bob Marley
#4
Informacja o konkursie zostanie przekazana dalej, mam nadzieję, że będą zaintersowaniSmile. Pomysł fajny.
#5
- Byłem oddalony zaledwie o trzy metry od tego jaśniejącego punktu - opowiada. - Wyglądało to jakby słupki kielicha kwiatu otoczył welon srebrnej, świetlistej pajęczyny. Poświata rozrastała się na kształt tulipana. Wszystko mieniło się w niesamowity sposób, pulsowało jakimś tajemniczym życiem. Nie da się tego opisać słowami.

Jaśniejąca kula rozrosła się do rozmiarów pięści dorosłego mężczyzny. Była bardzo delikatna, krucha i nieziemska. Ale biła bardzo mocnym, srebrzystym światłem. I po kilku minutach zaczęła nagle przygasać. Stawała się coraz mniejsza i mniejsza, aż zupełnie znikła.
Młody leśnik nie zerwał kwitnącej paproci. Był zbyt zaskoczony tym, co zobaczył. Nie zdążył nawet dotknąć tajemniczego kwiatu. Nie spełnił więc bajkowego warunku zdobycia szczęścia.

- Po wszystkim podszedłem do tego miejsca, gdzie jaśniała kula - mówi Urbanik. - Pod rozłożystą paprocią pozostała garstka jasnoszarego popiołu. Na szczycie rośliny wyrastała taka dziwna miotełka. To właśnie ona przed minutą błyszczała kwiatem paproci.

Zdaniem naszego rozmówcy, o podobnych zjawiskach opowiadali niektórzy leśnicy. Mówili o jaśniejących czasem w lesie łunach, od których robi się widno jak w dzień. Natrafiali na nie w czasie upalnego lata w miejscach wilgotnych. Jednak żaden z nich nie był nigdy tak blisko tego tajemniczego zjawiska jak Stanisław Urbanik. Choć wielu próbowało.
- Dawniej sądziłem, że to legenda. Teraz wiem, że to prawda - mówi o kwitnącej paproci Stanisław Urbanik.
Emerytowany leśnik baśniowe zjawisko zaobserwował przed trzydziestu pięciu laty. Do dziś pamięta każdy szczegół.
Źródło nowiny24.pl
"When power of love overcomes love of power, world will know peace." Bob Marley
#6
przeniesione


Kwitnący Kwiat Paproci

Dawna, dawno temu w Zaraszowie żyło sobie małżeństwo. Imysława była kobietą mądrą i uczciwą, tak samo jak jej mąż Bratomir. Mieli oni troje dzieci, Mirę, Nadzieję i Mysława. Żyli dość skromnie, jednak bardzo się kochali.

Raz w noc świętego Jana cała rodzina zebrała się wokoło ogniska, przy którym Bratomir opowiadał legendę o magicznym kwiecie paproci, co to pojawia się raz w roku na Majdanie. Opowieść ojca tak zawładnęła myślami Miry, że zapragnęła odnaleźć cudowną roślinę. Dziewka czem prędzej pobiegła do swego przyjaciela Lecha, aby ten wyruszył wraz z nią. Lechowi ten pomysł nie za bardzo się spodobał, mówił w kółko:

– To tylko głupia opowieść! Po lesie będziesz łazić i czarodziejskich mar szukać?!

Lecz Mira uparcie twierdziła, że wyruszy i znajdzie magiczny kwiat. A Lech chcąc, nie chcąc musiał wraz z nią podążyć.

-Głupia jesteś! Zimno i las ciemny, a ty idziesz nie wiadomo gdzie.- powtarzał chłopak, ale ona w ogóle go nie słuchała.

-Nie chcesz, to nie idź, ja sama pójdę.- odpowiadała za każdym razem.

Jednak on nie mógł jej zostawić. Coś mu mówiło, że ma jej pilnować, inaczej będzie ją miał na sumieniu. Kiedy skończył się wykłócać, wzięli pajdę chleba, bukłak wody i wyruszyli. Droga minęła im spokojnie, aż doszli do małej polany całej uścielonej zieloną trawą, dookoła, której rosło wiele drzew i gęste chaszcze.

Miejsce to było piękne, jednak najlepsze zauważyli dopiero po chwili. Na środku polany rósł niesamowity kwiat, a bijące od niego światło pomimo ciemnej nocy rozświetlało całą okolicę.

-Piękny…-wzdychała Mira.

-Magia.- szepnął Lech jakby w obawie, że kwiat pod wpływem głośniejszych dźwięków zniknie.

Przyjaciele podbiegli do czarodziejskiej rośliny, nie do końca wiedząc, jak się zachować, gdy nagle kwiat przemówił pięknym, melodyjnym głosem:

-Znaleźliście mnie młodzi wędrowcy, choć nikomu wcześniej się to nie udało. W zamian za wasz trud i wytrwałość spełnię każde wasze życzenie.

-Poprosimy o nowe szaty, takie jak u bogatych dziedziców.-wypaliła od razu Mira.

-I sakiewkę pełną złotych monet.-dodał uradowany Lech.

Po chwili stali już odziani w piękne stroje, a w rękach trzymali worki z monetami.

-Wracajmy już.-odrzekła Mira i sięgnęła po kwiat.

-Nie możecie zabrać mnie ze sobą, bo stracicie wszystko.-odparła od razu magiczna paproć.

-Nie pleć, Mira wracaj już, zaraz do ciebie dojdę.-rzekł poddenerwowany chłopak.

Dziewka tak też miała zrobić, jednak przystanęła między drzewami i patrzyła, co jej przyjaciel wymyślił. Przyglądała się, jak Lech sięga po kwiat, zrywa go, a w następnej chwili już go nie było. Zniknął, zapadł się pod ziemię i pozostała po nim tylko dziura w ziemi. Mira podbiegła szukać przyjaciela, zaczęła krzyczeć:

-Lechu! Leszku! Gdzie jesteś!

Jednak nikt nie odpowiadał. Dziewczyna padła na kolana i zaczęła głośno szlochać.

-Nie zostawiaj mnie!-krzyczała. -To moja wina, to ja go tu zaciągnęłam.-Mówiła sama do siebie.-To ja powinnam była zginąć, a nie on. Nagle zaczęło padać, deszcz mieszał się ze łzami Miry i wypełniał dziurę, w której zapadł się Lech.

-Zabierz mnie stąd, magiczny kwiecie, zabierz mnie do niego!-rozpaczała Mira.

Tak też się stało. Po chwili ziemia się znowu zapadła i zabrała Mirę razem ze sobą.

Przepaść, w której zginęli przyjaciele, wypełniła się wodą i utworzył się staw. Tak właśnie powstał Majdan. To miejsce do tej pory pamięta Lecha i Mirę, którzy zapragnęli przezwyciężyć magię kwiatu paproci.

Natalia Rachwał

Szkoła Podstawowa w Zaraszowie

Klasa VI




„Kwitnący kwiat paproci”



Dawno, dawno temu w małej wsi Zaraszów mieszkała młoda dama o imieniu Nadzieja. Wysoka i szczupła o kruczoczarnych włosach łagodnie spływających falami na łopatki, ze względu na swoje liczne talenty i życzliwość ludziom stała się dumą rodziny, a jej starsza siostra Ludmiła wraz z mężem Gniewoszem była potępiana.

Pewnego dnia do Nadziei przyszedł oddany jej przyjaciel Niebor. Uświadomił jej, że tego dnia jest noc świętego Jana. Postanowili, że wyruszą na poszukiwanie legendarnego kwiatu paproci w Kobylim Dole. Podsłuchała tę rozmowę jej zła siostra Ludmiła i miała zamiar sama zerwać ten kwiat i być choć raz lepszą od pięknej i dobrej Nadziei.

Nadszedł wieczór. Dzieci biegały po gospodarstwach, zwołując wszystkich na nocne opowieści przy ognisku. Gdy dziewczyna wychodziła z chaty, spotkała swego ojca.

-Dokąd się wybierasz moja droga?-spytał

-Na przygodę życia tatku!- odpowiedziała szybko, żegnając się z nim.

Przy drodze do lasu czekał już na nią jej przyjaciel.

-Ruszajmy!-powiedział z uśmiechem nie wiedząc, że podsłuchuje ich trzecia osoba.

Szli ścieżką powoli, nasłuchując każdego dźwięku, co mocno utrudniło Ludmile podążanie w ukryciu.

-Słyszałeś?- spytała zaintrygowana Nadzieja.

-Nie, to pewnie sowy. -odparł Niebor.

Nagle usłyszeli coś, jakby śpiew Nimfy, przyciągało ich to z wielką mocą. Ludmiła także to słyszała, pomimo pewnej odległości od pary przyjaciół. Wszyscy przyśpieszyli tempa, aby zobaczyć, co to. Nagle ujrzeli taflę jeziora, a na drugim brzegu była zarośnięta stokrotkami ziemia ze śpiewającym kwiatem paproci.

-To jest śliczne!-szepnęła czarnowłosa niewiasta.

-Musimy się tam jakoś dostać.-zakrzyknął młodzieniec.

Ludmiła obserwowała ich i zauważyła trzy małe tratwy, które magicznym sposobem się pojawiły. Nie myśląc o niczym, wyprzedziła idących w stronę brzegu przyjaciół i szybko wskoczyła do jednej z nich. Nadzieja i Niebor stanęli jakby ich grom trzasnął, a zła siostra była w połowie drogi. Nie wiadomo skąd, lecz pojawił się silny wiatr utrudniający płynięcie. Ludmiła była wytrwała i płynęła dalej, a przyjaciele wciąż stali na brzegu.

-Nie może mnie zerwać ręka czysta z sercem skażonym. Giń, zdrajczyni własnej krwi.-rzekł Kwiat zsyłając wielką falę wody na Ludmiłę. Nadzieja ze łzami w oczach postanowiła płynąć sama, aby nie narażać bliskiej osoby. Woda była spokojna i bardzo przejrzysta, a ciało siostry zostało pochowane w miękkim piachu. Młoda panienka dopływając do brzegu, już wiedziała co sprawi, że będzie szczęśliwa.

-Witaj Nadziejo, czego sobie życzysz w zamian za niezerwanie mnie?-spytał cudowny kwiat, oświetlając jej twarz swym boskim blaskiem.

-Dużo mi trzeba, lecz żyć nie mogę, gdy ludzie głodują i siostry nie mam. Kwiecie, proszę bogactwa daj biednym, aby mieli co jeść i w co się odziać, a mi i rodzinie daj szczęście, którym jest moja siostra, choć zła, to ma w sobie trochę dobra.- rzekła Nadzieja.

Nagle kwiat zaiskrzył i ukazała jej się przyszłość w dwóch obrazach świata.

-Droga niewiasto, możesz posiąść tylko jedno. Wybierasz szczęśliwą i bogatą wioskę czy siostrę, która może cię nieraz zawieść?- zapytał kwiat paproci.

Dziwka rozmyślała chwilę nad tym i spojrzała na drugi brzeg, gdzie stał Niebor z zaufaniem w oczach.

-Kwiecie, wiem, że mogę wybrać źle, lecz wolę siostrę i powrócić jako samolubna niż jako nieszanująca własnej krwi.

-Niech tak się stanie. Masz dobro w sercu, więc dam ci podarunek. Przed Nadzieją stała właśnie siostra, która obserwowała to wydarzenie jako samotna dusza. Rzuciła się na siostrę i ze łzami w oczach powiedziała :

-Kochana siostrzyczko, przepraszam cię!

-Nie ma za co, a teraz wracajmy.

Obie dziewczyny zdrowe dotarły do Niebora i podczas powrotu do domu opowiedziały mu wszystko. Po wejściu do wsi zauważyli, że każdy dom dostał po skrzyni złota w prezencie za dobro i szacunek Nadziei.

Po tym zdarzeniu Ludmiła zrozumiała, że uratowało ją jej imię. Moc zaklęta w nim, sprawiła, że stała się miła ludziom. Chociaż przez wiele lat błądziła, czego sprawcą był Gniewosz, to jednak ocaliła w sobie dobro. Wraz z Nadzieją zaczęła pomagać słabszym i starszym ludziom w zwykłych, codziennych trudach.


Gabriela Omiotek

Szkoła Podstawowa w Zaraszowie

Klasa VI



Kwiat Paproci Cz. I

Ściemniało się gdy skończyli prowadzony od tygodnia remont, więc szybko pożegnał się z kolegami i z trzaskiem zamknął drzwi starego poloneza. Silnik porzęził, pozgrzytał ale w końcu zaskoczył i… „ruszyła maszyna do przodu ospale”. Humor miał dobry bo i powodów do zadowolenia mu nie brakowało. Robota skończona i co najważniejsze rozliczona, klient zadowolony, żona też będzie zadowolona, i teściowa i dzieci i wolna sobota… czego więcej chcieć?! – mówił sam do siebie. „Czego może chcieć od życia taki człek jak ja…” - zanucił pod nosem. A potem włączył radio.

(Gdybym był bogaty…)Wrzucone trochę niedbale do bagażnika kombiaka sprzęty podskakiwały na nierównościach. To tak jak z naszą budowlanką, pomyślał, co podskoczy w górę, to zaraz łup… Utrzymać się w górze nie potrafi… Dopiero po chwili dotarła do niego treść piosenki. Nawet włączył się śpiewając (po swojemu) siaba daba daba siaba da… E tam, żachnął się zawstydzony. „Gdyby babcia wąsy miała toby dziadkiem była!” I zmienił stacje. (wyłączyć piosenkę) Teraz beznamiętny głos spikerki podawał wiadomość: Dziś najkrótsza noc w roku zwana Nocą Świętojańską. Według tradycji w tę noc zakwita Kwiat Paproci. Kto go znajdzie ma zapewnione bogactwo i dostatek... I znów zmienił stację. (Golec Orkiestra: Ściernisko)

Bogactwo i dostatek – pokręciło ich dzisiaj… A ja chce tylko wrócić do domu, mruczał sam do siebie. Zawsze tak mruczał albo podśpiewywał gdy ogarniało go zmęczenie. A ogarniało go coraz bardziej.

Gdy mijał Wolę Gałęzowską zdecydował, że pojedzie przez Hektary. Przy Zagajniku ostatnio wyrównali a Holwegówka jest co nieco utwardzona. I krócej niż przez Bychawę.

Z zamyśleń wyrwał go kaszlący silnik. Wysprzęglił, przegazował ale niewiele to pomogło. Silnik już mocno przerywał gdy wtoczył się na szczyt wzniesienia. W świetle reflektorów swojego samochodu zobaczył, że przy Zagajniku pasło się stadko saren, sielski widok. Powoli zjeżdżał w dół aż nagle silnik zakrztusił się na dobre a po chwili wystrzelił ale jakoś tak bezradnie, że pasące się sarny tylko podniosły swoje zdziwione łepki i szybko wróciły do skubania poletka przy lesie. No i wystarczy na dziś tych miraży, mruknął wyłączając radio.

(wyłączyć piosenkę)

Wracamy do rzeczywistości. Do Zaraszowa z kilometr ale sprzętu przecież nie zostawię. Dzwonić do domu też nie ma po co, i tak pewnie już śpią. Może ktoś będzie przejeżdżał i weźmie na hol.. Przeciągnął się i poczuł zmęczenie kończącego się dnia. Zamknął oczy. I zasnął. Spał niespokojnie i sny miał dziwne. Najpierw „Skrzypek na dachu” śpiewał jakby dla niego i obiecywał bogactwa jeśli do niego przyjdzie. Na dach znaczy, a on (budowlaniec) jak nigdy wcześniej bał się teraz wysokości. A potem przyśnili mu się Golce z orkiestrą i to dopiero zaczęła się jazda. Najpierw z pola obok Zagajnika zrobili ściernisko tzn. tak je zdeptali a potem zaczęli budować i budować i wyrosło coś tak wielkiego że gdyby nie pamiętał, że to ma być San Francisco, to pomyślałby, ze jest na Manhattanie. Nagle jakiś wielki i gruby policjant podszedł do niego i świecąc mu latarką w oczy pokazywał, że ma stąd odjechać, że nie może tu stać. Światło denerwowało go coraz bardziej . Trząsł głową próbując pokazać, że nie może…

I nagle otworzył oczy. Nie było policjanta ani Manhattanu za to jasność jakaś niesamowita biła od lasu. A zwierzaki mniejsze i większe uciekały na pole. Arkę Noego im podstawili, czy co? A może… pożar? – pomyślał pytając samego siebie. Nie, to nie to. Może UFO?, może Ruskie wróciły?, albo coś zostawiły i po latach wybuchło… Wiele myśli mu przychodziło, kłębiły się, a strach narastał. Nagle olśniła go myśl: Kwiat Paproci! No nie… Jak nie, skoro tak! Może tak?! A co szkodzi spróbować. Poderwał się i dopiero teraz poczuł jak bardzo jest zesztywniały i drżący zarazem. Przeżegnał się „na odwagę” i ruszył w stronę lasu. . Blask był tak mocny, że musiał przymykać oczy. I to i strach sprawiły, że niewiele potem pamiętał. Był pewny jednak, że znalazł epicentrum i Kwiat będący źródłem światła, że wziął go w ręce a ten po chwili zamienił się garstkę popiołu na jego dłoni. Wokół zapanowała ciemność. Z trudem wrócił do samochodu.

Koniec Cz I

cdn.

© Zaraszychora
"When power of love overcomes love of power, world will know peace." Bob Marley
#7
Kwiat Paproci Cz II


„A gdzie żeś ty bywał czarny baranie” ze śmiechem przywitała go wracająca od obrządku żona. Puścił to mimo uszu, ale gdy holujący go wcześniej znajomy odjechał zabrał się za wyjaśnianie. Nie zapytasz nawet co się stało?

A to przecież widać że samochód naprawiałeś, idź tylko i przejrzyj się w lustrze, usłyszał.

Widok zaskoczył go; ręce i twarz miał czarne, jakby wysmarowane sadzami. Doskonale wiedział skąd się to wzięło. Ale nie wiedział czy opowiadać o tym co go spotkało, czy milczeć? Bo może nie uwierzą, może wyśmieją go?. No…, a jeśli zażądają bogactw? Lepiej siedzieć cicho i cieszyć przywiezionym zarobkiem pomyślał… I tak minęła mu sobota (wolna!).

Jednak w niedziele wcześnie rano w domu zapanowało niezwykłe ożywienie, tzn najpierw ożywione były żona i teściowa, bo on i dzieci spały w najlepsze. Ale on już niedługo.

Józek (!) wstawaj musimy porozmawiać! Głos żony nie znosił sprzeciwu a doświadczenie mówiło o bezsensie stawiania oporu. Powstał nie skrywając niechęci.

Józuś słuchaj (te czułości postawiły go w stan najwyższej czujności!), mama słuchała rano radia i powiedzieli że w Totku pękła wielka kumulacja.

Jak wielka i pękła to jej przecież nie zamuruje – próbował odciąć się dowcipem za przedwczesną pobudkę.

Nie wymądrzaj się, usłyszał. Pękła na pół, a jedno trafienie poszło z Bychawy.

Powiedz Jadziu, a duża to kumulacja była? Zapytał z ciekawości.

Ponad 20 mln.

No to trzeba sprawdzić, przecież puszczaliśmy ostatnio – zawyrokował. Obudź chłopaka, niech włączy internet.

Nieee(!!!), krzyknęła niemal równocześnie żona i teściowa. Nieee! Bo jakby co, to dziecko tajemnicy nie utrzyma, argumentowały. Szybko odpalił więc kompa z nadzieją, na drzemkę. Odnalazł wylosowane wczoraj liczby. Żona z teściową dzierżyły kupon.

Pięć. Jest, odpowiedziała cichutko Jadwiga.

Trzynaście. Jest.

Osiemnaście. Też jest.

No to z 10 zł my wygrali, podsumował.

Dwadzieścia pięć? Też… jest.

Powiedz jeszcze, że 40? No też… jest!

I 48? No też!
To sześć trafień daje. To 10 mln są nasze…

Niesamowite, a więc to prawda z tym kwiatem, ale lepiej będzie dalej milczeć, bo jeszcze co roku by mnie wysyłały, pomyślał.

Jadźka, w kredensie są krople na serce, przynieś prędko, poprosiła teściowa.

Co my sobie kupimy za takie pieniądze, jak to się nasz los odmieni zachodziły w głowę kobiety…

I jedna przez drugą licytowały się, w co zainwestują, co przebudują, co kupią, itp.

To wyprowadzały się do wielkiego miasta, to widziały siebie w jakiejś cichej podmiejskiej dzielnicy, to zostawały na wsi…

To co działo się potem trudno opisać.

Teściowa nie poszła do kościoła (w niedzielę!!!), bo skarbu, tzn kuponu trzeba jej było pilnować, a Jadźka wyszła w połowie Mszy by matkę wesprzeć.

W ciągu dnia z dziesięć razy przekładały kupon z miejsca na miejsce.

Zgubicie go w końcu, albo tak skutecznie schowacie, że nikt go nie znajdzie – martwił się.

Nic nie pomagało. Trans jakiś dziwny opanował jego kobiety…

Wieczorem posadził obydwie przed komputerem i włączył film.

Skupić się na akcji filmu było kobietom bardzo trudno, ale pilnował żeby żadna do innych zajęć nie uciekła.







A gdy dotrwali do końca spytał wprost: a chcecie tak skończyć? Chcecie? Nic złego nie zrobiłem żebym miał ze wsi uciekać, tu jest moje miejsce. Ale pamiętajcie, że jak zaczniemy bogactwem ludziom po oczach świecić to nas lubić przestaną. I jeszcze gorsze rzeczy niż Gajosowi mogą się nam przytrafić. I ze szczęścia nieszczęście się zrobi!

To powiedz Józuś co robić?

No… może bardziej niż Gajos w wieś zainwestować… Ale anonimowo, nie przyznawać się to i spokój może będziemy mieli. Bo „czego ludzie nie wiedzą, tego im nie żal”. Zawyrokował.

Aj Józuś, czego nie wiedzą to się domyślą, a to było o tym, że „czego oczy nie widzą tego….”

Cicho! Przed wojną żył z Zaraszowie taki Płaszczewski i on chciał budować w Zaraszowie piekarnie…

Ale w Starej Wsi już wybudowali i Kowalski w Bychawie piecze – przypomniała Jadźka.

Tylko taki przykład daje. I zdaje się łaźnie chciał budować…

Eee, teraz łazienkę każdy ma, no chyba że Aquapark, ale w Bychawie… – dorzuciła teściowa.

I świetlica by się przydała i remiza… kontynuował nie zważając na komentarze.

No to czego ten Płaszczewski nic nie pobudował, skoro taki chętny był?

Oj Jadźka, wojna wybuchła, materiał zgromadzony się rozlazł gdzieś i nie ma….

A teraz wojny nie ma a Mleczarnia z Bychawy nas z budynkiem zlewni wykiwała. Niby nie wiedzieli, że to za wiejskie pieniądze było budowane, zamiast remizy.

Tak to możemy sobie gadać. Do śmierci i jeszcze trzy godziny dłużej, bo podobno tyle jeszcze świadomość pozostaje. Zdenerwował się.

No to jak dzielimy? Pytała Jadźka. Po milionie na głowę i pięć na wieś?

A może nam po pół wystarczy, nie ma co bogactwem się popisywać, zaproponował.

A może wszystko oddaj i będzie spokój, wtrąciła się teściowa.

A może…

Wpłacamy na Stowarzyszenie, czy zakładamy Fundacje?

Może Fundacja….

A może Stowarzyszenie, przecież już jest…

A może….



i tak radzą…

a termin oddania opowiadania upływa wcześniej niż termin odbioru wygranej, więc pozostaje nam cierpliwie czekać. (Aż zobaczymy… Może…)

© Zaraszychora

ps.

Chcę zachować anonimowość, więc w przypadku przyznania nagrody rezygnuję z niej.



,,Kwitnący kwiat paproci”

Dawno, dawno temu w Zaraszowie był sobie mały, biedny chłopiec Ziemowit. Marzył on tylko o jednym, jego największym, najskrytszym pragnieniem było znalezienie kwiatu paproci. Z tego oto powodu dziś był dla niego bardzo ważny dzień. Wiedział, że dzisiejszej nocy stanie przed życiową szansą.
Robiło się ciemno. Księżyc świecił tak mocno, że Ziemowit nie musiał brać ze sobą świec. Wyszedł. Szedł. Szedł i szedł, ,,Zagajnik” Był już nieopodal. Pewny siebie wszedł do lasu. W głowie miał tylko jedną myśl:
-Znajdę go znajdę!
Chłopiec po pewnym czasie zgłodniał i stracił już wszelką nadzieje. Ze łzami w oczach stwierdził, że spróbuje za rok, w następną Noc Świętojańską. Maił iść do domu, obrócił się na pięcie i ujrzał go! Kwiat był mały, lecz bardzo widoczny, ponieważ miał bardzo jaskrawy zielony kolor. Wziął go do ręki i powiedział:
-Dzień dobry.
Kwiat milczał, więc Ziemowit postanowił spróbować inaczej.
-Czy możesz coś dla mnie zrobić-wyjąkał.
Kwiatek kiwnął liśćmi.
-Dzięki-powiedział uradowany chłopiec-chciałbym prosić o dużo pieniążków dla moich rodziców i wiele jedzenia.
W tej samej chwili usłyszał niski głos, odwrócił się i ujrzał dzika.
-On nie daje pieniędzy czy jedzenia, ten oto kwiat może obdarzyć cię szczęściem, umie też nakłonić rośliny, aby dawały wielkie plony.- stwierdził zwierz męskim głosem.
-Proszę w takim razie, aby moja rodzina była szczęśliwa i jeżeli to możliwe , proszę aby taty pole dawało duże plony.- powiedział Ziemowit.
-Masz małą chwilkę aby zaprowadzić go na pole, tylko wtedy życzenie się spełni. Jeżeli chcesz, mogę was zawieźć.
-Dzięki!- krzyknął chłopiec.
Mknęli z zawrotną prędkością poprzez ścieżki, pola, drogi aż w końcu dotarli na właściwe pole. Ziemowit położył paproć na ziemi, w ciągu sekundy pole obrodziło jak nigdy, kłosy uginały się pod ciężarem ziaren.
-Musisz już iść- powiedział dzik-ja go zaniosę do lasu.
-Dziękuje bardzo- odrzekł chłopiec- już idę.
I tak oto od wieków Zaraszów słynie z urodzajnych pól, a wszystko to dzięki Ziemowitowi i magii kwiatu paproci.

Filip Trzciński kl5
"When power of love overcomes love of power, world will know peace." Bob Marley
#8
z przeniesienia:
Wyniki konkursu na opowieść o kwiecie paproci

Wyniki:
wpłynęło kilka prac które, podbiły serca i umysły naszych czytelników i czytelniczek, tu chyba trzeba wyedytować i napisać: czytelniczek i czytelników. Ale może do tematu. Jury (nazwa pochodząca z języka francuskiego oznaczająca zespół arbitrów, którzy nie muszą być ekspertami, powołany w związku z ...) miało nie lada problem z wyróżnieniem jednej z prac. Na szczęście jeden z autorów odstąpił od nagrody na rzecz anonimowości (coś nie możliwego w dzisiejszych czasach, ostatnią osobą której to się udało, podobno był Kopernik), ale i to nie zbyt ułatwiło prace Jury. Podobno, jeden z arbitrów nie dobrnął do końca większości utworów ;-), ale tu nie o tym. Wynikiem ciężkiej praca Jury jest z trudem wypocone rozstrzygnięcie, (jasne, autorzy mieli niby łatwo). A! A podobno, ale tu nie o tym...
Obwieszczamy:
Pierwsze miejsce zdobywa, a nawet zdobywają ex aequo (to zn. że podium będzie musiało być szersze). By zachować poprawność (nie wiemy jaką) podamy w kolejności alfabetycznej (dotyczy języków posiadających alfabet (to takie staro, bardzo starogreckie 1,2,3,4 tylko w literkach)):
Filip Trzciński, Gabriela Omiotek, Natalia Rachwał.
Gratulujemy zdobycia Pierwszego Miejsca!!!
Życzymy wielu sukcesów i obecności Muzy (podobno taka Pani z harfą, a może Pan).
Nagrody!
Tak, nagrody będą. Zostaną wręczone 28-go .., a tak tego miesiąca, czyli za pięć dni, na Zakończeniu Roku Szkolnego 3013.



Skocz do: