Aktualny czas: 24-11-2017, 8:31 Rejestracja

Tryb Wyświetlania Tryb drzewa | Tryb normalny
O Wani, bimbrze i Zaraszowie.


Offline Jurek saat01-04-2013, 9:56,
Post: #1
Administrator
*******
Liczba postów: 464
Liczba wątków: 197
Dołączył: 31.12.2010
Reputacja: 11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2013, 19:57 przez Jurek.)
[Obrazek: zolniez.jpg]Jak wszystkim wiadomo, gdy Ruscy zajęli Lubelszczyznę i zatrzymali się na linii Wisły, to koło Zaraszowskiego zagajnika zrobili małe lotnisko. Obsługa często zaglądała do wsi, niektórzy się nawet pozaprzyjaźniali, a podobno ścieżka (skrót z Holwegówki do sklepu) która istniała jeszcze w latach 70-tych, była wydeptana przez Ruskich. We wsi zaopatrywali się też w bimber. A że zapotrzebowanie było duże, więc i konkurencja się wytworzyła. Doszło do tego, że Ruskie Naczalstwo zabezpieczało sobie ten trunek już na etapie produkcji i gospodarzowi który „pędził” przysyłali żołnierza uzbrojonego, aby produkcji i urobku pilnował. A ze Zaraszów jest wsią gościnną, to pilnujący też zawsze jakoś skorzystał.
W styczniu 1945 r front ruszył a wraz z nim ruszyło lotnisko z obsługą. Co jakiś czas przychodziły kartki od znajomych, często z tragicznymi wieściami o śmierci tych, którzy tak niedawno Zaraszów odwiedzali. Pamięć powoli gasła..
Ale gdzieś wiosna 1946 r. a może wcześniej, we Wsi zaczęła pojawiać się Zjawa. Ci który widzieli ją z bliska mówili, ze to „wypisz wymaluj” Wania, który wcześniej bimbru pilnował. Widać zginęło się nieborakowi, tłumaczyli, a że pewnie niechrzczony to duszy błąkać się po świecie przyszło. Dobrze że przywędrował do Zaraszowa, mówili ludzie, to dobrze o naszej gościnności świadczy, a i Zdrowaśki za dusze nikt nie pożałuje.
Ale, że Wania sołdat przykładny i obowiązkowy był, to i po śmierci czuł się w obowiązku pilnować bimbru. Nie żeby popijał, nic z tych rzeczy, był przecież Duchem, ale zawsze wyczuł gdzie pędzą i tam się zjawiał i pilnował. Jak wcześniej z pepeszą przechadzał się w tę i z powrotem.
I ta obowiązkowość Wani nieszczęście na wieś sprowadziła, bo Milicjanty szybko sprawę odkryły i Wani nie szanując, bez pardonu każdą produkcje konfiskowały i jeszcze mandaty i kolegia kazały płacić.
I tak produkcja powoli zanikła, dorobek całych pokoleń przepadał nie przekazywany młodszym.
Podobno nawet mniej pobożni gospodarze modlili się za Wanie, żeby jego Dusza odpoczynek wieczny znalazła i coby ludzi będących w potrzebie nie dekonspirował. Daremnie. Kilku chciało nawet na Msze za Dusze Wani dawać, ale proboszcz czuł w tym ubecki podstęp i delegacje przegonił. Dopiero po przemianach ustrojowych proboszcz Msze odprawiał i od tamtej pory nikt Wani we wsi nie widział.
Teraz sytuacja powoli się stabilizuje, ale co mądrzejsi, doświadczeniem przykrym nauczeni, podpowiadają, że za Dusze Wani trzeba się dalej modlić, bo nigdy nic nie wiadomo...
Autor © Zaraszychora Starszy
"When power of love overcomes love of power, world will know peace." Bob Marley
Strona WWW Znajdź wszystkie posty użytkownikaZnajdź
Offline general saat08-04-2013, 12:43,
Post: #2
Zaraszowiak
***
Liczba postów: 28
Liczba wątków: 13
Dołączył: 19.01.2011
Reputacja: 14
Faktem jest, że taka ścieżka autentycznie wydeptana przez ruskich była i służyła ludziom do lat siedemdziesiątych.
Zdaje się że było osiem ziemianek w którym przebywali robotnicy, (chyba chodzi o personel techniczny) natomiast inni np: piloci lekarze, oficerowie kwaterowali po domach.
Wiem że kuchnie mieli u jednego z gospodarzy w Holwegówce.
Podobno ruskie dobre konserwy miały, które chętnie wymieniały na bimber, trunek ten był u nich bardzo ceniony. (We wspomnieniach rozmówca stwierdził że cyt:."Ruskie za tym bimbrem to tak jak kot za mlekiem").Tongue
Znajdź wszystkie posty użytkownikaZnajdź




Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Autor Wiadomość